wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 40

*jakiś czas później*
- Co wy robicie? - zapytała zaspana Julia, wchodząc do kuchni i patrząc na Harry'ego i Pierre'a.
- Jemy śniadanie. - odpowiedział Harry, dalej z pasją grzebiąc w swoich płatkach. Oboje wyglądali na przygnębionych, ale nie sprawiali wrażenia dwóch facetów chcących się pozabijać. Wręcz przeciwnie. Siedzieli i razem jedli takie samo śniadanie, w taki sam sposób. Julia ze zdziwieniem podniosła brwi.
- Razem?
- Jak widać, randki z pielęgniarkami, które potem cię uprowadzają zbliżają ludzi. - odpowiedział jej Pierre układający w mleku jakiś obrazek z kolorowych kulek. Styles aż się wzdrygnął na to wspomnienie.
- Cała noc z nim w jednaj kabinie zamkniętej, damskiej toalety to koszmar, a wybijanie okna, przez które przecisnąłby się jedynie kot, szczotką do kibla, było co najmniej upokarzające. Ale wyszliśmy stamtąd jako dwaj męczennicy. Przeżyliśmy tę samą mękę. To sprawia, że nie lubię go trochę mniej. - powiedział Anglik, dalej nie odrywając wzroku od jedzenia.
- Aha. - skwitowała Julia, siadając przed nimi i stawiając na stole swój talerz z kanapką - Czemu macie takie smętne miny?
- Tęsknię za moją dziewczyną. - zajęczał Harry i odsunął od siebie naczynie.
- A ja tęsknię za jego dziewczyną. - dodał Pierre nabierając na łyżkę jeden płatek i z grymasem wkładając go do ust.
  Nilka spojrzała na nich z politowaniem, ale potem też poczuła się gorzej. Daisy może była wkurzającym, dużym dzieciakiem, ale bez tego dzieciaka było tak... pusto.
- Znajdziemy ją. - powiedziała i zaczęła się zastanawiać czy na pewno mówi prawdę i czy na pewno próbuje przekonać tylko tych dwóch facetów przed nią.
- Kiedy? - zapytali jednocześnie, patrząc prosto na nią z wyczekiwaniem. Tak, jakby znała odpowiedź.
  Julia wzruszyła bezradnie ramionami.
- Czemu macie takie smutne miny? - spytał Niall, który właśnie wszedł do kuchni w samych bokserkach z jeszcze wilgotnymi po prysznicu włosami. Gdy przechodził obok Harry'ego ten mocno klepnął go w tyłek mrucząc ,,poranny striptiz Horana". Niall tylko zrobił pseudo oburzoną minę po czym podszedł do Juli i wypalił:
- Też chcesz klepnąć?
  Harry i Pierre patrzyli na nich przerażeni. On to naprawdę powiedział?!
Dziewczyna tylko spojrzała na niego z mieszanką zszokowania, pogardy i chęci mordu. Horan zrozumiał aluzję i odszedł w pokoju, ponieważ lubił swoje nędzne życie.
- To dziś. -oświadczył z grobową miną Tomlinson wciągając do kuchni zaspaną Ellie, którą zmusił wczoraj, aby została na noc (jak widać zamykanie kobiet w kiblu i wymuszony płacz z gówniarskim przytupem, działają bez zarzutu).
- Ale, że co? - zapytał Harry, patrząc na niego bez krzty ciekawości.
- Przyjeżdżają, żeby zdecydować co ze mną i Ellie. - wyjaśnił Lou siadając na jednym z krzeseł, przy okazji sadzając na drugim Lee.
- Cieszycie się? - wypaliła Julia.
- Tak. - mruknęła Ellie.
- Jeszcze zobaczymy. - mruknął Louis. Wszyscy spojrzeli na niego takim wzrokiem jakby było z nim coś nie tak, co rzecz jasna nie odchodziło od prawdy, ani trochę.
- Co masz na myśli? - zmarszczył czoło Horan.
  Ale Tomlinsonowi nie było dane odpowiedzieć, bo do kuchni nagle wparował wysoki facet po czterdziestce.
- Kim pan jest? - oburzyła się Julia.
- To nasz gość od czegoś tam. - odpowiedział jej Niall.
- Czy zawsze muszę sprzątać po was syf? - zapytał Facet. Ogólnie rzecz biorąc widać było, że nie jest zadowolony, że musi składać swoim podopiecznym wizytę.
- Fajny krawat. - powiedział Louis, wbijając wzrok w stół.
  Krawat rzeczywiście był ciekawy, ponieważ miał interesujący wzorek. W dolary. Mnóstwo, mnóstwo zielonych papierków.
- Żona mi kupiła.
- Która? - zapytał z udawanym zaciekawieniem Horan wciskając sobie do buzi banana.
- Zamilcz. - uciszył go mężczyzna i odsunął sobie krzesło przy stole. - Gdzie Liam i Zayn? - spytał rozglądając się i sadzając swój tyłek na krześle.
- Pewnie jeszcze śpią. - odpowiedział Louis.
- Nie. - zaprzeczył Harry. - Oboje wstali, ze swoimi paniami, o 7 rano, po czym Zayn i Emma zjedli śniadanie - ,,super zdrowe dla przyszłych rodziców", tak jakby on też był w ciąży, a Liam i Carly dalej starają się ,,naprawić swój związek", więc oni też zjedli razem śniadanie, które zrobili. Również razem. A potem karmili się nim nawzajem. A potem jeszcze sobie za nie wzajemnie podziękowali. Jak już cała czwórka wszystko posprzątała to Zemma wybrali się na ,,zdrowotny, poranny spacerek", a Larly na ,,wspólne bieganko". Zastanawiałem się czy ich nie nagrać, bo to była jakaś komedia. Nie widziałem czy mam się śmiać czy wymiotować od nadmiaru słodkości.
- Harry... - zaczęła Julia.
- A wiecie... Też bym sobie pobiegał z moją dziewczyną. Ta. Też bym sobie pobiegał, gdyby nie zniknęła w akcji jakiś czas temu. - zironizował.
- Czekaj, co? - Facet podniósł brwi ze zdziwieniem.
- No... - zawahał się Styles – Daisy zniknęła. - wydusił.
Z nikomu nie znanych powodów gość zrobił się czerwony jak piwonia, a jego twarz przybrała wyraz ledwo hamowanej wściekłości.
- Czy zdajecie sobie sprawę ile nas kosztowało ukrycie ślubu Tomlinsona, załagodzenie sprawy ojcostwa Malika i zakamuflowanie wybryków Payna w USA? - wysyczał w końcu, a jego nozdrza zadrżały niebezpiecznie, gdy zmierzył wszystkich swoim zabójczym spojrzeniem.
- Czy jestem za dużym optymistą jeśli stawiam, że około 5 milionów? - odezwał się Niall.
- Tak! - wybuchł mężczyzna, waląc dłonią w blat. Wszyscy spojrzeli na niego z szokiem. W tym domu można było się drzeć, bić i kopać, ale nikt nigdy nie walił w stół, no chyba, że rozbijał na nim wazon czy coś.
- Przepraszam. - mruknął Horan, smętnie spuszczając głowę i biorąc do ręki następnego banana.
- Nie rozumiem. - wtrąciła Ellie ze zdziwioną miną – Co do tego wszystkiego ma Daisy?
- No właśnie. - zgodził się z nią Hazz. – Przecież najpierw nie byliście zadowoleni z naszego związku. - wyjaśnił.
- A to, że szczęśliwy związek choć jednego z członków zespołu mógłby choć trochę uratować sytuację.
W pokoju zapanowała jednoznaczna cisza, świadcząca tylko o tym, że młodzi nie kumają co Szefunio ma na myśli.
- Chodzi mi o to, że Styles mógłby trochę się z nią popokazywać, ukazać jak bardzo są szczęśliwi, zabrać ją w blasku fleszy jednorożcem do Nibylandii. Ze szczęśliwymi parami da się zrobić mnóstwo rzeczy! Niektórzy by się pozachwycali, innym by to nie pasowało, ale chociaż uciszylibyśmy trochę inne sprawy! - wyjaśnił patrząc na wszystkich jakby zaraz miał wyjąć zabawkową tablicę i im to narysować.
- Daisy w życiu by się na to nie zgodziła. - stwierdził odważnie Pierre.
- Nie miałaby wyboru.
- No chyba jednak miałaby.- dalej brnął w swoje Francuz.
- A kim ty tak właściwie jesteś, Makaroniarzu?
- Jestem Francuzem, nie Włochem. Pierre. Niedoszły przyszły mąż Crimson i lekarz. - przedstawił się Lavelle, chociaż już mniej pewny siebie. Ten gość go onieśmielał, a to się naprawdę rzadko zdarzało.
- W zasadzie, jeszcze nie jesteś lekarzem. - sprecyzowała Nilka skubiąc palcami sałatę wystającą z kanapki.
- No... jeszcze w zasadzie to nie, ale lubię to mówić.
- A chcesz nim zostać? - zapytał tajemniczo Facet.
- Ja... - zaczął Pierre, ale mężczyzna szybko mu przerwał:
- To się nie wtrącaj!
  Lavelle tylko popatrzył na niego spod byka swoimi zranionymi brązowymi oczami.
- A Julia i Niall? - podsunął Louis. - Oni nie mają jakiś specjalnych problemów.
- Oni oficjalnie dalej nie potwierdzili tego, że są parą. Pomijając fakt, że wszędzie razem chodzą i ogólnie zachowują się jak para, a każdy głupi by się wszystkiego domyślił, żadne z nich nigdy nie potwierdziło ,,tak, jesteśmy razem”. To zamyka nam drzwi.
- Widzicie? Jestem czysty. - pochwlił się Niall wyciągjąc z kieszeni batonik.
- A jesteś na diecie? - zapytał z udawanym zaciekawieniem Facet robiąc diabelską minę i opierając głowę na dłoni.
- A czemu miałbym być na diecie? - zdziwił się Irlandczyk odpakowując słodycz.
- Bo ostatnio ci powiedziałem, że albo sam przejdziesz na dietę, albo załatwię ci dietetyka. - zagroził mu Szefunio.
- Oczyyywiście... - zaciągnął Horan rzucając batona pod stół – że jestem. Dobry ze mnie facet. Posłuszny. Bardzo. Czasami, znaczy się. - tłumaczył z miną niewiniątka.
  Wszyscy strzelili facepalm, a Facet potarł ze zmęczeniem twarz. Za jakie grzechy musiał się użerać z tymi ludźmi?
- Przejdźmy do konkretów. - ocknął się – Skoro czerwono-zielona jest w niedyspozycji – na jego słowa Tomlinsn parsknął śmiechem za co został zgromiony wzrokiem przez dziewczyny i Szefunia – to trzeba zastosować Plan B.
- Mamy Plan B? - zdziwił się Styles.
- Ja mam plan B. - poprawił go Facet.
- Ma pan plan B? - zapytała głupio Ellie, ale zirytowany mężczyzna nie zdążył jej odpowiedzieć, bo do jadalni wparował Zayn Malik. Bardzo wesoły Zayn Malik, po prostu emanujący aurą przyszłego tatusia.
- VAS HAPPENING? - krzyknął, ale mina mu zrzedła kiedy zobaczył gościa w garniaku siedzącego na jednym z krzeseł.
- U nas nic specjalnego, ale za to wiesz co u ciebie happening? - odpowiedział mu pytaniem na pytanie Szefunio.
- Co? - wypalił spokojnie, aczkolwiek z nutą lęku Mulat krzyżując buntowniczo ręce na piersi.
- Żenisz się. - odpowiedział po prostu Facet.
- Kto się żeni? - zapytała Emma wchodząc do kuchni i zdjemując szalik.
- Ty też.- dodał intruz. Dziewczyna stanęła i wbiła w niego wyzywająco swoje niebieskie oczy.
- Nikt się nie żeni.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
- Jeszcze zobaczymy.
- Nie zmusi mnie pan. - upierała się.
- Zmuszę.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Grozisz mi? - krzyknęła coraz bardziej wzburzona Różowa, nie bawiąc się w zwroty grzecznościowe.
- Tak?
- A widziałeś kiedyś agresywną kobietę w ciąży? Jeśli nie, to chętnie ci zademonstruję! Tylko to nie skończy się dla ciebie dobrze!
- Myślisz, że jesteś taka... - Szefuniowi znów nie było dane dokończyć bo do kuchni wszedł Liam i bezceremonialnie rzekł:
- Ja i Carly bierzemy ślub. Już postanowione.
  Niall zaczął się histerycznie śmiać. Zayn, Emma, Harry i Pierre wytrzeszczyli oczy. Ellie i Louis strzelili sobie ręką w twarz, a Julia zakrztusiła się sokiem.
  Jedynie Szefunio wyglądał tak, jakby zaraz miał dostać zawału.
*****
- Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. - mruknął Facet stukając palcami o blat i uważnie przyglądając się Louisowi i Ellie. - Załatwiłem wam szybki rozwód. - oświadczył.
- Dzięki Bogu. - westchnęła z ulgą Lee.
- Nie tak prędko! - fuknął Tomlinson wyciągając przed siebie palec, co chyba miało oznaczać ,,stop klatkę”.
- Co znowu? - zajęczał Szefunio patrząc na swojego podopiecznego błagalnym wzrokiem.
- Bo... - zaczął Lou – Ja nie jestem do końca pewien czy chcę brać z nią rozwód.
- Co? - zapytali równocześnie blondynka i Szefunio patrząc na Tomilnsona jakby odjęło mu rozum już zupełnie.
- Po prostu. - oświadczy Louis opierając się na krześle z miną średniowiecznego arystokraty.
- Co ty odpierdalasz?! - oburzył się mężczyzna siedzący przed nim załamując ręce.
- Przecież to ustalaliśmy! - zawtórowała mu Lee.
- Wcale nie.
- Właśnie, że tak! Wczoraj wieczorem, pamiętasz? Rozmawialiśmy o tym!
  Chłopak zastanowił się przez chwilę.
- Wygląda na to, że zmieniłem zdanie.
- Ale ja nie zmieniłam! Podpiszesz mi ten papier! - dziewczyna zaczęła podnosić głos.
- Podpiszesz. - zgodził się z nią Szefunio po prostu zabijając szatyna wzrokiem.
- Hm. - mruknął Tomlinson z miną jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał.
- JA WIEM, CO TY ROBISZ! - wrzasnęła nagle Ellie szarpiąc swojego męża za ramię - TY SIĘ MŚCISZ NA ELEN ZA TEGO CHOLERNEGO HIPISA!
- I ZA TE WSZYSTKIE NOCE KIEDY ZUPEŁNIE SAMOTNY CZUŁEM SIĘ JAK GÓWNO! - zgodził się z nią.
- A co do tego ma Tuch? - zapytał skołowany Facet, ale młodzi totalnie go zignorowali.
- I NAWET SIĘ NIE WYPIERASZA!
- ŻEBYŚ WIDZIAŁA, ŻE NIE.
- JA NIE CHCĘ SIĘ W TO MIESZAĆ! - krzyknęła z miną obrażonego dziecka.
- ALE JA CIĘ LUBIĘ!
- A JA CIĘ LUBIŁAM! JESZCZE 5 MINUT TEMU! TERAZ CHCĘ CIĘ ZAMORDOWAĆ! - oświadczyła dramatycznie rzucając w niego serwetką.
*****
- Payne. - wysyczał Szefunio głosem czarnego charakteru z bajek i miażdżąc Liama wzrokiem. - Wydawało mi się, że jesteś najdojrzalszy z całej tej piątki, a potem zobaczyłem zdjęcia z LA i znienawidziłem cię jak całą resztę. - powiedział mrużąc oczy.
- Dobrze wiedzieć. - mruknął chłopak spuszczając wzrok.
- A teraz jeszcze wyskoczyłeś mi z tym ślubem i mam ochotę pokroić cię tępym scyzorykiem, ale w sumie nawet dobrze się dzieje. Możesz być moim Planem C, skoro mamuśka od Zayna jest gotowa mi wydłubać oczy żebym nie legalizował ich związku.
- Czyli, że co? - wypalił Li, chociaż chyba wiedział, co jego przełożony ma na myśli.
- Czyli, że zrobimy z waszego ślubu sensację, ale tak żeby nikt nie wiedział, że to my ją robimy... - wytłumaczył mężczyzna.
- Nie chcę żeby mój ślub był sensacją! - odburknęła Carly.
- A ja nie chciałem wypłacać tym wszystkim gazetom, dziennikarzom i paparazzi grubych milionów, kiedy musiałem ratować dobre imię twojego chłoptasia! - fuknął na nią Szefunio - Swoją drogą pasuje ci to, że zabawiał się z modelkami nie będącymi tobą? - zapytał.
- Chodzimy na terapię. - odpowiedziała mu dumnie Fioletowa.
- Na jaką znowu terapię? Chybabym wiedział gdybyś chodził na terapię. - zwrócił się w stronę Liama.
- Chodzimy na terapię do kumpla Daisy, który robi wrażenie kulturalnego ćpuna, ale tak naprawdę to geniusz. Uratował nasz związek.
- Kulturalny ćpun, hę? - zironizował Facet.
- Doniu to wizjoner, wróżka, terapeuta i diller narkotyków w jednym. Pakiet na full wypasie, rozumie pan? - powiedziała Carl z przekonaniem i jakby trochę... uwielbieniem.
- Czyli... Jakis gość, którego ledwo znacie pomaga wam podejmować życiowe decyzje? - spytał niepewnie Szefunio.
- Tak. - odpowiedzieli równo.
- I wy go słuchacie?
- Jeśli zgadzamy się z tym co mówi to tak. - znów odpowiedzieli jednocześnie kiwając głowami na ,,tak”.
- I to on wpadł na pomysł żebyście się chajtali?
- Nie, ale powiedział, że to nasza decyzja i jeśli jesteśmy jej pewni mamy działać spontanicznie. - odpowiedział mu Payne.
- Jak Louis i Ellie, hę? - zażartował złośliwie Facet.
- Nie aż tak spontanicznie. - sprecyzowali. Znów równocześnie. Po chwili popatrzyli na siebie z czułością i wybuchli śmiechem. Mężczyzna też miał ochotę wybuchnąć śmiechem, tylko z grubsza z innego powodu.
- Irytujecie mnie. Wszyscy. Gdybyście nie byli mi potrzebni prawdopodobnie podpaliłbym ten dom. - powiedział do siebie, a Larly tylko zjechali go wzrokiem. Dzisiaj nic nie było w stanie zburzyć ich cukierkowego świata. - Jak wyobrażacie sobie wasz ślub?
- Myślę, że moglibyśmy wziąć ślub w jakimś ładnym ogrodzie. - zamyśliła się Biprol – To takie przereklamowane. Będzie romantycznie. Kolory przewodnie prócz wszechogarniającej bieli: pomarańczowy i fioletowy. Zaproszę wszyyyystkich naszych znajomych i część rodziny, łącznie z kuzynem z wąsem. I chcę żeby Wiz Khalifa grał na naszym weselu.
- Przecież to raper!
- No przecież wiem. Mój ulubiony zresztą. - Carly spojrzała na niego jak na wariata.
- Zgadzasz się żeby raper grał na twoim weselu? - Szefunio zwrócił się w stronę Liama z niedowierzaniem malującym się na zmęczonej, ale wciąż surowej twarzy.
- A czemu miałbym się nie zgodzić? Też lubię rap. - chłopak tylko wzruszył ramionami.
- No i... - zaczęła Carly – Na moim ślubie nie ma być żadnego marcepanu.
- Żadnego marcepanu? - powtórzył mężczyzna unosząc nieznacznie brwi.
- Dokładnie. - zaaprobowała dziewczyna, a Facet tylko w zamyśleniu pokiwał głową.
- Nienawidzę was. - mruknął – Gdybym nie był przez nią tak nieprzyzwoicie bogaty, rzuciłbym tę robotę.
*****
- Więc... Kiedy termin? - zapytał niepewnie Szefunio usilnie starając się patrzeć na wszystko prócz młodych, przyszłych rodziców siedzących przed nim.
- Zapomniałam. - mruknęła Emma.
- Mamy to na papierze. - dodał pewnie Malik.
- Poza tym jak się zacznie to chyba będę wiedziała, nie?
- Chcemy mieć niespodziankę. - dopowiedział jej chłopak.
- Ale chcemy też widzieć mniej więcej, co nie będzie takie trudne, kiedy już będę wyglądać jak orka.
- Ty nigdy nie będziesz wyglądać jak orka. Tylko takie ładny delfinek.
- Aww, jesteś słodki Zayn, ale w czasie ciąży zamierzam się ubierać tylko na czarno-biało, więc mimo wszystko, bardziej jak orka. - wytłumaczyła Emma.
- Imię? - mężczyzna czuł, że zaraz zaśmieje się w głos z tej komicznej sytuacji. Dodatkowo było mu głupio, bo mimo tego, że miał już ponad 40 lat czuł się niezręcznie rozmawiając o dziecku z dwojgiem dzieciaków.
- Jeszcze tego nie przedyskutowaliśmy. - zamyśliła się Bros.
- Będziemy spontaniczni.
- A co zrobicie kiedy zacznie się trasa? I ogólnie cały medialny szum? Bo zapewniam was, że nie będziecie mieli nadmiaru prywatności i czasu na rodzinne pierdoły.
  Tak. Ten gość zawsze miał tendencje do zrzucania ludzi na zimny bruk.
- Damy sobie radę choćbym miał wypruć sobie flaki. Będę dbał o moją rodzinę i zrobię wszystko żeby moja dziewczyna, moje dziecko oraz nasza prywatność jak najmniej we wszystkim ucierpiały. - odpowiedział mu Zayn dumnie wypinając pierś, absolutnie pewny swoich racji. Facet popatrzył na niego niemal z podziwem. Cóż, co tu dużo mówić, jego dzieci za nim nie przepadały, w sumie nawet nie specjalnie widział ile ich miał.
- Kiedy tak wydoroślałeś, szczylu?
- Nie wiem. - odparł chłopak – Ale wiem jedno.
- Tak? - spytał zaciekawiony Szefunio.
- W moim całym tym ojcostwie będę też dążył do jednej ważnej rzeczy.
- Hm? - teraz nawet Emma była zainteresowana.
- Do... - przeciągał Malik.
- No do czego? - zniecierpliwił się Facet.
- Do tego żeby pierwszymi słowami mojego dziecka było ,,vas happening?”.
*****
- Jako jedyny nic nie zmalowałeś. - oświadczył z niedowierzaniem Szefunio patrząc na Niall, tak jakby w ciągu kilku ostatnich miesięcy zdążyli go podmienić kosmici. - Pochwaliłbym cię, ale boję się, że wykrakam i będę miał następny syf do sprzątania, a to już by mnie pewnie zabiło.
  Horan popatrzył na niego dumnym wzrokiem średnio rozwiniętego przedszkolaka.
- Też bym siebie nie chwalił, ale sam fakt, że ludzie widzą, że jestem tym dobrym mnie cieszy. - powiedział jakoś tak nadto inteligentnie jak na siebie samego.
- Co on wdycha? - zwrócił się Facet w stronę Juli, która z zainteresowaniem wpatrywała się w swoje idealnie pomalowane paznokcie. Po chwili podniosła wzrok na swojego rozmówcę i tylko wzruszyła ramionami.
- Ja jestem już przygotowana na wszystko. Nie zdziwiłabym się jakby zaraz miała tu wlecieć rakieta, z której wyszliby kosmonauci dziękując Niallowi za zasługi dla całego świata. W tym domu wszystko jest możliwe.
- Tacy kosmonauci to fajna rzecz. - zaczął głośno myśleć Irlandczyk, a dziewczyna i mężczyzna normalnie już oczami wyobraźni widzieli jak nad jego głową zapala się maleńka zielona lampka, co nie wróżyło nic dobrego i mogli mieć tylko nadzieje, że NASA za bardzo na tym nie ucierpi.
- A ty jak sobie radzisz, Szefowa? - Szefunio znów skupił swoją uwagę na czarnowłosej.
- A jak mogę sobie radzić? Jak pan by się czuł, gdyby pana najlepsza przyjaciółka z ilorazem inteligencji nastoletniego pingwina, nie ubliżając pingwinom, zniknęła? Jak pan by się czuł wysłuchując żalów i zawodzeń Stylesa? Jak pan by się czuł, gdyby pana inna przyjaciółka oświadczyła, ni z gruchy ni z pietruchy, że ona i pana inny przyjaciel, którego miał pan za stojącego po pana stronie, biorą ślub? Jak pan by się czuł, gdyby pana kolejna przyjaciółka kupowała ze swoim chłopakiem, też pana przyjacielem, dziecięce ubranka? Jak pan by się czuł patrząc na skomplikowany trójkącik wulkanu, pajaca i króliczka? Jak pan by się czuł, widząc rano dwóch największych wrogów żrących razem śniadanie? Jak pan by się czuł, gdyby pana chłopakiem był wiecznie głodny Niall Horan?
- Masz rację. - odparł ze współczuciem Facet, patrząc na nią rozczulony – Ale wiedz, że łączę się w bólu. - dodał pokrzepiająco.
- Niall? - Nilk zwróciła się do swojego chłopaka. – O czym myślisz?
- Co zjem dziś na obiad. - odpowiedział jej dalej zatopiony w swoich rozważaniach Horan.
- Aha. - wydukała z rezygnacją.
*****
- Jak się czujesz?
- Stabilnie, ale gównianie.
- Powiesz mi coś więcej?
- Nie.
- Ok.
*****
Każda inna dziewczyna zrobiłaby to powoli i z gracją, ale Daisy Crimson nie była każdą inną i na pewno nie obchodziły ją takie ceregiele jak sposób siadania, więc już po chwili po prostu zwaliła się na kanapę, zajmując miejsce obok niego. I uśmiechała się w ten dziwny tylko sobie znany sposób, świdrując go swoimi zielono-szarymi oczami, o których mógłby napisać książkę.
- Taki żarcik. - mruknęła zalotnie na niego patrząc, choć był pewien, że nie zdawała sobie z tego sprawy.
- Udany, śmiem rzec. - odpowiedział z ironią, ale rozumiał. Miał wrażenie, że zawsze by zrozumiał. Bo chyba pierwszy raz chciał rozumieć.
- Uznam to za komplement. - powiedziała pewnie – Stęskniłeś się. - bardziej stwierdziła niż zapytała, nieznacznie się do niego przybliżając, co ku jego zdziwieniu spowodowało miłe uczucie w brzuchu.
- Możliwe.
- No wiesz. - oburzyła się w żartach, klepiąc go lekko w ramię za co złapał ją za dłoń i przygwoździł do swojego kolana.
- Ale teraz wróciłaś, tak? - zapytał niepewnie kierując na dziewczynę spojrzenie zarezerwowane tylko dla niej, nawet jeśli tego też nie wiedziała.
- Hmm. - udała, że się zastanawia, robiąc zamyśloną minę.
- Nie testuj mnie. - jęknął przeciągle, na co od razu trochę spoważniała i jeszcze bardziej przybliżyła swoją twarz do jego twarzy.
- Tak. - szepnęła w końcu. - Wróciłam do ciebie, Pierre. - dodała szybko całując go w nos.

- Chyba wiem o kim myślisz. - szorstki głos przerwał jego chore wyobrażenia, które zawsze były tylko wytworem jego wyobraźni. Tym razem chyba nawet się ucieszył. W końcu czuł się winny, a te obrazy w jego głowie powodowały tylko jeszcze większe wyrzuty sumienia. Może tego nie pokazywał, ale tak, Pierre Lavelle miał sumienie i od pewnego czasu mocno go męczyło.
- Nie sądzę. - powiedział na głos lekko buntowniczym tonem.
- Udajesz tylko takiego cwaniaczka. Wiem bo byłem kiedyś jak on. Miałem dziewczynę, w której był zakochany też inny facet. Facet, który byłby tu i mógłby dać jej coś stałego, a ona uparcie chciała od niego tylko przyjaźni, bo zależało jej na mnie. Potem ją zostawiłem, ale to inna historia. - słowa tego obcego Faceta sprawiły, że Francuz bezwiednie zacisnął ręce w pięści pod stołem.
- Gówno pan wie. - odpyskował. Wiedział, że zachowywał się jak zwykły gówniarz, ale ten gość swoim spojrzeniem i stylem bycia wybitnie działał mu na nerwy. Może trochę dlatego, że jeśli chodziło o interesy, taki właśnie był Lavelle. Zimny cwaniak, który myśli, że cała ziemia kręci się wokół niego.
  Szefunio zacmokał ustami.
- Na twoim miejscu nie szczekałbym tak głośno do kogoś kto przychodzi ci z pomocą.
- Z pomocą? - zadrwił Pierre unosząc brwi bardzo wysoko i uśmiechając się z takim jadem na jaki tylko było go stać. Wtedy mężczyzna spojrzał na niego tak jakby chciał mu coś bezsłownie przekazać, a potem najpewniej podsunąć mu pod nos cyrograf z gotowym miejscem na podpis.
- Z pomocą. - powtórzył pewnie jego rozmówca nonszalancko opierając się na krześle – Nigdy nie ukrywałem, że nie jestem zadowolony z Darry. Styles dobrze o tym wie. Bo widzisz on jest trochę jak produkt. Najwięcej się pokazuje i mimo tego, że cała piątka to żyła złota, to on jest magnezem na niczego nieświadome nastolatki, liczące na coś więcej. A wiesz co oznaczają naiwne małolaty? Kasę. Coś na czym, choć niektórym wydaje się to smutne opiera się świat. I naprawdę chcę żeby on był szczęśliwy, bo miły z niego koleś, ale niekoniecznie teraz, gdy sława zespołu jest tak duża. No bo pomyśl. Louis nie dostępny. Zayn będzie miał dziecko. A Liam właśnie bierze ślub. Pozostają mi Niall i Harry, z tym, że ten pierwszy na razie gra sobie w bardzo ryzykowną, ale tymczasowo pasującą mi grę, a ten drugi, może i jest sprytny, ale za bardzo mu zależy. Nie mogę kazać żadnemu z nich zerwać z dziewczyną, tak naprawdę, nawet gdyby Liam nie brał ślubu, to nie mógłbym zmusić do tego Malika, ale oni chyba, na moje szczęście, nie są tego świadomi. Ale, mój drogi, zawsze można sobie trochę pomóc i przy okazji pomóc komuś innemu. Rozumiesz co mam na myśli?
  Francuz patrzył na niego z niedowierzaniem dalej w myślach odtwarzając nie wypowiedzianą propozycję, którą mu złożono.
- Od pewnego czasu nie jestem chyba takim potworem. - wydukał niepewenie, dalej wciśnięty w krzesło z wrażenia.
- Oh! daj spokój. Bo co? Bo to nie ładnie, a Styles staje się teraz twoim kumplem? Lavelle, cały świat stoi przed tobą otworem. Tylko ona wydaje się nieosiągalna! Tylko ona na razie nie jest twoja. Ja ci składam tylko życzliwą propozycję. Pomyśl nad tym. Nie chciałbyś żeby wolała ciebie? Czasem dobrze jest zagrać na czarno. - dalej przekonywał z diabelskim uśmiechem.
  Pierre nerwowo przełknął ślinę, kiedy Szefunio bezceremonialnie wstał,   rzucając mu kawałek papieru na stół.
- Jak już się zastanowisz to wyślij sms'a. Jestem przy telefonie o każdej porze dnia i nocy.
  Potem wyszedł zostawiając chłopaka samego.
  A Francuz nie widzieć czemu czuł się winny i zazdrosny.
  Winny bo ku swemu własnemu zaskoczeniu zaczynał lubić Stylesa, a zazdrosny, bo zawsze dostawał to co chciał, a teraz nie mógł tego mieć. Może dlatego tak ją lubił. Była kurewsko niedostępna.



*****

A więc... Oto jestem. Marnotrawna ja. Z moim równie marnotrawnym rozdziałem, który może nie sięgnął dna, ale nie jest pewnie czymś na co warto czekać. Nie będę się tłumaczyć z tego czemu tak długo mnie nie było, czemu rozdziały ogólnie pojawiają się tak rzadko. Napisze tylko, że nie macie pojęcia jak bardzo jestem wdzięczna, że wciąż nie macie mnie w dupie dalej komentujecie i nie straciliście do mnie jeszcze cierpliwości. Czasem mam ochotę zostawić ten blog w cholerę, ale potem chyba odzywa się ta część mnie, która kiedy coś zaczyna to to kończy. O no i przepraszam za błędy, jak zawsze zresztą. Staram się je poprawiać, ale przecinek to rzecz, której nigdy nie ogarnę. Porobiło się co? Pewnie nikt nie spodziewał się, że kursywa to wyobrażenie Pierre'a. Tak, on wbrew wszystkiemu mu jakieś tam uczucia! Mój człowiek. To by było na tyle w kwestii monologów. A teraz LA, chociaż wiem, że nie zasługuję to bardzo dziękuję za nominację... So:

Dziękuję Pączek Lułi
1) Co skłoniło Cię do zaczęcia pisać bloga?
Sama byłam zafascynowana tym, że inni piszą.
2) Rodzaj muzyki jaki słuchasz?
W zasadzie to każdej.
3) W jakich jesteś fandomach?
Fandomy to nie moja bajka.
4) Ulubiona bajka z dzieciństwa? 
,,Kubuś Puchatek" i ,,Scooby-Doo"
5) Jak masz na imię?
Martyna, ale mimo, że aktualnie bardzo lubię swoje imię to wolę Tina.
6) Ulubiona bajka Disney'a?
,,Alicja w Krainie Czarów"
7) Ulubiony Aktor/Aktorka/Aktorzy/Aktorki?
Emma Stone
8) Czy lubisz pączki?
Pączki były w porządku, teraz ich nie jem, ale nie ubolewam bo nie są dla mnie jakieś the best of.
9) Masz na coś uczulenie?
Uczulenie? Trudno stwierdzić. Wiem tylko na co mam alergię.
10) Dlaczego wybrałaś/łeś takich bohaterów?
Nie za bardzo wiem, o co chodzi w pytaniu wiec spróbuję odpowiedzieć tak - 1D bo to moi idole, a dziewczyny to osoby z pewnymi cechami osób, które znam.
11) McDonald czy KFC?
KFC. That's great.

Dziękuję 
1.Do jakich fandomów należysz?
Żadnych.
2.Skąd wziął się pomysł na twoją historię?
Moje pomysły zwyczajowo są dziwne so...
3.Czy muzyka pomaga ci tworzyć rozdziały?
Czasem tak, czasem nie.
4.Co cię wkurza w ludziach?
Może to wredne, ale jest wiele typów ludzi ktore mnie wkurzają. Nie lubie szpanerów, do usrania miłych cukiereczków (mówię tu też o chłopakach!), dziewczyn ,,bierz mnie bo kusze"... Długo by wymieniać.
5.Są jacyś youtuberzy których oglądasz?
Oui. Wobecobiektywu i ssarusska.
6.Co sądzisz o Soy Luna (dla niewtajemniczonych mam inne pytanie ,,Co uwielbiałaś jeść w dzieciństwie?,,)
Sprawdziłam, co to.
Ale odpowiem na to drugie pyt.W dzieciństwie zapychałam się ciastkami z czekoladową polewą, czekolada z wedla, jogurtami (szczególnie fantazją) z drożdżówka, klopsikami i Kubusiem, choć to sok. I chuj z tego mam/miałam.
7.Jakiej gatunku muzyki słuchasz?
Wszystko.
8.Ulubiony i znienawidzony przedmiot w szkole?
Ulubiony - historia, angol.
Znienawidzony - biologia (nienawidzę jej lalalala).
9.Masz jakąś ulubioną piosenkę?
Awolnation - Sail
10.Czy Kevin jest nieodłączną częścią twoich świąt?
A teraz wszystkich zszokuje. Nigdy nie oglądam Kevina.
11.Chciałabyś w przyszłości przefarbować sobie włosy lub coś z nimi zrobić?
Bardzo. Kocham kolorowe włosy. Chcę mieć bordowe, ale nie wiem czy będę mogła w ich stanie.

Do zobaczenia, postaram się może napisać coś jeszcze w ferie!


Proszę o komy!





piątek, 16 stycznia 2015

Organizacja.

Tak, wiem, znów mnie nie ma i zawalam. Pozostaje mi was tylko przeprosić, mieć nadzieję, że mi wybaczycie i oświadczyć, że wracam w lutym. See ya.

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 39

- Kaczuszki. To jest to.
- A jeśli nie będzie lubiła kaczek? - bąknął Zayn.
-A czy znasz jakiegoś niemowlaka, który umie protestować? - odpowiedziała mu pytaniem na pytanie Em przewracając oczami.
- Zawsze może się rozpłakać. - zauważył błyskotliwie Malik.
- Ja pierdziele, Zayn, ale z ciebie maruda.
- Uważaj bo to przejdzie na dziecko. - parsknął Mulat odwracając głowę w drugą stronę.
Zayn Malik lubił być rozsądny i stanowczo nie był obrażalską księżniczką, ale nie da się traktować w ten sposób. Z kolei Emma Bros nie była pewna czego jej chłopak od niej oczekuje. Przecież jako kobieta nie musiała się zgadzać na ślub. Mogłaby zrozumieć jego zachowanie gdyby go wyśmiała, poniżyła przy świadkach albo wylała mu coś na głowę, ale ona tylko, co prawda nerwowo, lecz kulturalnie za każdym razem mówiła stanowcze ,,nie".
- Nie rozumiem po co łazimy po tym parku. - stwierdził Zayn stając.
- Żeby się pokłócić o kaczuszki. - zironizowała Emma.
- A nie pomyślało żadne z was, że może Daisy nie chce być znaleziona?
- Zayn. - powiedziała stanowczo Bros - Ta dziewczyna to jeszcze dziecko. Nawet jeśli nie chce być znaleziona to trzeba ją znaleźć żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Rozumiesz?
- To wszystko jest absolutnie bez sensu. - burknął Malik ruszając z miejsca i przy okazji kopiąc leżący na chodniku kamyk. Emma postanowiła nie komentować jego wypowiedzi i dalej uważnie rozglądała się po parku. Szukanie Crimson było prawie  jak szukanie zagubionego szczeniaczka. Tylko, że o szczeniaczku mogli by wywiesić ogłoszenie, a Daisy była człowiekiem. Czerwono-włosą zołzą znaną jako dziewczyna Harry'ego z One Direction. Co by sobie ludzie pomyśleli? Swoją drogą ciekawe co ludzie myśleli o Bros. Ta różowo-włosa lala co naciągnęła Zayna Malika na dziecko. Nie bardzo optymistyczna perspektywa. Mama Emmy też nie była zadowolona. Gadanie. Mama Emmy była totalnie wściekła na swoją córkę. Wpadła w furie i nie rozmawiała z Emmą przez dłuższy czas. I to chyba bolało Bros najbardziej. Brak wsparcia ze strony rodziny i życie w presji. Jak do cholery jej dziecko miało urodzić się normalne skoro jego matka była jednym wielkim kłębkiem nerwów?- Mam pytanie. - stwierdził nagle Zayn.
- Wal.
- To trudne pytanie.
- Już nic mnie w życiu nie zdziwi. - oświadczyła Emma zdmuchując z twarzy kosmyk włosów.
- Czy uważasz, że będę dobrym ojcem?
Emma aż przystanęła z wrażenia. Po prostu wmurowało ją w ziemię.Jak miała odpowiedzieć na  pytanie, na które sama nie znała odpowiedzi?Czy Zayn będzie według niej dobrym ojcem?
- Zayn... -zaczęła niepewnie.
- Nie oczekuję, że powiesz tak. Wiem, że to źle, bo będziemy rodzicami tak wcześnie i prawdopodobnie zabiera nam wiele perspektyw na przyszłość, ale... Kiedy ja patrze na ciebie to wiem, że nie chciałbym wpaść z nikim innym. Chciałbym tylko wiedzieć czy czujesz to samo. - wyznał mulat pocierając kark i uparcie wpatrując się w swoje stopy.
- Ja... ja nie wiem Zayn. - w końcu wykrztusiła skołowana Bros. Czy on musiał ją zawsze tak dezorientować? Miał do tego wielki talent.
- W porządku.
- Co?! - pisnęła.
- W porządku. - powtórzył wolniej i głośniej Zayn. nie za bardzo wiedząc o co jej chodzi.
- Uważasz, że to w porządku, iż nie wiem nawet czy przyszły ojciec mojego dziecka będzie dobrym ojcem?! Co ze mnie za dziewczyna?! Co z ciebie za facet?! Dlaczego to akurat my musieliśmy wpaść?! - zaczęła panikować Emma. Zayn objął jej twarz rękami tak, żeby zamilkła.
- Obiecuję, że damy sobie radę, dobra? Obiecuję. -zapewnił - Możesz mnie nie lubić i nie chcieć wychodzić za mnie za mąż, ale sprawie, że damy sobie radę. Tylko nie pozbywaj się mnie Pinky.
*****
- Co my tu tak właściwie robimy?
- Jaja sobie robisz? Szukamy Daisy.
- Ale dlaczego w szpitalu? - spytał Pierre rozkładając ręce.
Na chwilę zapanowała grobowa cisza.
- Bo to Daisy.
- No... w zasadzie racja. - przyznał Francuz - Nie rozumiem tylko dlaczego Julia wybrała mi ciebie jako partnera i dlaczego zwyczajnie nie pójdziemy spytać w recepcji czy do szpitala nie przyjechała Daisy Crimson.
- Co do tego pierwszego... też się zastanawiam, a co do tego drugiego to... - Styles zastanowił się przez chwilę - Jesteś kimś z rodziny?
- A bycie prawie, niedoszłym narzeczonym i to, że jej ciotka mnie uwielbia się liczy?
- Nienawidzę cię. - fuknął Harry ze zrezygnowaniem kręcąc głową.
- Wzajemnie. Wiem, że mi zazdrościsz. No dobra. Może i nam nie powiedzą, ale po tym co pomyślał sobie ten ginekolog, który próbował nam wmówić, że ja i ty jesteśmy parą śmię wątpić, że uda nam się ją znaleźć węsząc tu ,,na agenta". - stwierdził Lavelle zaglądając do kolejnego pomieszczenia.
- A masz jakiś lepszy pomysł?
- Wątpisz?
- Nie?
- Nie flitruj ze mną. - mruknął Pierre po czym odłączył się od Harry'ego i z uśmiechem kasanowy po przejściach ruszył w stronę dwóch młodych pielęgniarek stojących przy drzwiach najbliższego gabinetu. Musieli prowadzić bardzo twórczą i  inteligentną rozmowę, ponieważ pielęgniarki co chwilę chichotały. W zasadzie cały czas chichotały, jeśli nie liczyć małych przerw na wypiszczane odpowiedzi. Ah! ci przystojni Francuzi.Po dłuższej chwili Pierre znów zjawił się obok Stylesa z wyrazem zwycięstwa wypisanym na twarzy.
- Kto jest mistrzem? - zapytał rozkładając ręce.
- Daisy. - oświadczył jego lokowaty towarzysz.
- To też, ale w tej chwili to ja.
- Co z nią?
- Nie ma jej tu. I nie było w najbliższym czasie. A teraz trochę lepsze wiadomości. - powiedział pocierając kark z niepewną miną. - Nie dostałem tych informacji za darmo. W zamian idziemy na kolację z tymi dwoma paniami. Ale spokojnie. To twoje fanki. Wiedzą, że jesteś zajęty. Chcą tylko miło spędzić z nami czas. W gorszej sytuacji jestem ja, bo jestem seksowny, przystojny, bogaty i do wzięcia.
- Zaraz ci przyłożę. - oświadczył beznamiętnym tonem Harry ze zniecierpliwieniem pocierając swoje knykcie.- Stary, zawsze wiedziałem, że zostaniemy najlepsiejszymi kumplami na świecie.
*****
- No i chuj. - mruknęła Elen popijając łyk herbaty.- Nie widzę tu chuja. - powiedziała spokojnym, ale lodowatym losem Ellie, popijając swoją gorącą czekoladę.
- Jak ty mnie niemiłosiernie wkurzasz. - zirytowała się rudowłosa patrząc ostrzegawczo na blondynkę.
- Wybuchowa jesteś.
- Czy sugerujesz mi coś związanego z moimi włosami?!
- I przewrażliwiona. - dodała Lie.
- Jeśli chodzi ci o mój kolor włosów... - zagroziła Tuch, mrużąc oczy.
- A daj spokój. Nie jestem tak ograniczona. - odpyskowała jej rozmówczyni.
- Sugerujesz, że jestem ograniczona?!
- Jezu. - mruknął Louis pocierając skroń, tak jakby to miało choć trochę złagodzić jego nasilający się ból głowy. Dlaczego do jasnej ciasnej, ta tyranka, Nilka skazała go na poszukiwania czerwonowłosej zguby z jego zdziebko agresywną byłą i jego spokojną aczkolwiek niedającą sobie w kaszę dmuchać żoną?! Bonusikiem do sytuacji było to, że obie panie jawnie nie pałały do siebie sympatią. Tomlinsonowi nawet by to może schlebiało, ale problem polegał na tym, że nie chodziło im o niego. No, przynajmniej nie w tym sensie co można by się było spodziewać. Kiedy Ellie była na ,,tak" to Elen była na ,,nie", a kiedy Tuch była na ,,tak" to Lee(*) była na ,,nie". Zgadzały się tylko w jednym aspekcie. Obie stwierdziły, że się nie lubią, nie polubią i przede wszystkim działają sobie na nerwy. Najdziwniejsze było to, że potrafiły się kłócić dosłownie o wszystko. Na miłość chwalebnych marchewek przecież one prawie nie pobiły się w Starbucksie o to czy herbata czy gorąca czekolada jest napojem bogów. Louis miał ochotę zwiać w siną dal i nigdy więcej nie pokazywać się z nimi w miejscu publicznym, jednak nie mógł tego zrobić bo po pierwsze Julia chyba by go zabiła, po drugie wyszedłby na ciotę, a po trzecie nie przyczyniłby się do znalezienia jego czerwonowłosej zguby.
- Co jeśli jej nie znajdziemy? - bąknął niewyraźnie Lou mieszając łyżeczką w swojej kawie. Obie dziewczyny w jednej chwili odwróciły głowy w jego stronę i wbiły w niego lodowate spojrzenia.
- Nie ma takiej opcji. - syknęły jednocześnie.
Oh... kolejna rzecz w której się zgadzają. Może jednak nie będzie tak źle.
- Przeszukaliśmy już chyba wszystkie księgarnie i biblioteki w Londynie. - stwierdził wciąż zrezygnowany Tomlinson.
- Jeśli tak myślisz, to masz marne pojęcie o Londynie masterze z Doncaster. - odpowiedziała mu Ellie.
- Powiedziała dziewczyna z Clovelly. - zironizował Louis posyłając jej zadziorny uśmiech, który dziewczyna odwzajemniła.
- Zaraz się porzygam. - oświadczyła Elen niechlujnie rozkładając na stole mapę stolicy. Lee wzniosła tylko oczy ku niebu na co jej mąż jeszcze szerzej się uśmiechnął, ale tym razem z rozbawieniem. Jego blond przyjaciółka była też jego słońcem, słońcem które zazwyczaj było bardzo sympatyczne w stosunku do innych mimo swojej rozbrajającej szczerości, a patrzenie na jej irytacje było po prostu bardzo zabawne. - Może znaleźlibyśmy ją szybciej gdybyście przestali flirtować.
- Nie flirtujemy. - naburmuszyła się Ellie robiąc obrażoną minę i przesuwając mapę w swoją stronę. Lubiła Louisa. Naprawdę go lubiła, ale przynajmniej na razie, tylko jako przyjaciela. Przyjaciela za którego z jakiś dziwnych powodów czuła się w tej chwili trochę odpowiedzialna. I to wcale nie z faktu, że była jego żoną. Po prostu Lee z natury była opiekuńcza, a w jej mniemaniu ten zabawny 20 latek był porządnie niedopieszczony, jakkolwiek by to nie brzmiało. Wrażenie to spotęgowało w niej dodatkowo poznanie jego byłej dziewczyny. Nie, Ellie absolutnie nie umniejszała winy Lou w jego zerwaniu z Tuch, ale jako osoba, która zawsze stawiała siebie po obu stornach barykady nie uważała też żeby El nie miała w nie żadnego wkładu.
- Ona chociaż umie flirtować. - dodał Tomlinson podnosząc wyzywająco brwi, ale szybko się uspokoił, bo robienie teraz scen w miejscu publicznym nie było najlepszym pomysłem.
- Nie komentuję tego. - wycedziła Elen zamykając oczy i wmawiając sobie, że wcale nie chce zabić osobnika płci męskiej siedzącego naprzeciw niej. Zastanawiała się też jak bardzo Julia jej nie lubi skoro przedzieliła jej tę jakże uroczą parkę. Ellie i Louis niby nie byli parą, ale patrząc na ich relację Elen mogła śmiało powiedzieć, że kiedyś pewnie nią będą. Nie mogła też nie porównywać ich do siebie i Louisa jeszcze sprzed jego zdrady. Zastanawiała się czy właśnie kogoś takiego chłopak potrzebował.
- Powinniśmy już iść. - stwierdził Lou po czym wszyscy bez słowa wstali i ruszyli w stronę wyjścia.
*****
- To na pewno tu? - spytał zmieszany Liam patrząc z powątpiewaniem na budynek przed, którym oboje stali.
- Tak, to ten adres. - odpowiedziała mu zniesmaczona Carly.
Oboje wpatrywali się właśnie w obskurnie wyglądającą kamienicę położoną na obrzeżach Londynu. Budynek wyglądał jak siedziba jakiejś źle kamuflującej się mafii, za to na parkingu przed nim stał (ku wielkiemu zdziwieniu Carly i Liama) niemal rozpadający się Bentley, a obok niego nowiutki Jaguar.
- Daisy nie mogłaby tu przebywać. Przecież ona jest maniakiem czystości. - stwierdził Liam zabierając Biprol karteczkę z rąk i jeszcze raz uważnie czytając adres. Dziewczyna miała rację. To tutaj.
- Dziwię się, że komukolwiek chce się tu mieszkać. - powiedziała Carl mimo wszystko ruszając w stronę wielkich drzwi, a Payne ruszył za nią bardzo niepewnym krokiem. Kiedy znaleźli się już przy zardzewiałym domofonie, Carly odnalazła odpowiednie nazwisko i z obrzydzeniem nacisnęła guzik, który (o zgrozo!) zawył jak nienaoliwione drzwi. Po chwili z małego głośniczka wydobył się zachrypnięty męski głos.
- Halo?
- Hej... Tutaj Carly i Liam jesteśmy przyjaciółmi Daisy. Mamy sprawę. - zaczął Liam patrząc na Carly w taki sposób jakby ktoś zaraz miał wyskoczyć z krzaków z piłą motorową.
- Daisy Crimson? - zapytał dla upewnienia facet.
- Ta. - odparł krótko Payne.
- Kali! - wydarł się głos w domofonie - Goście przyszli! Trzeba sprzątnąć wszystkie puste butelki i szisze ze stolika! A wy - zwrócił się tym razem chyba do pary stojącej na dworze - wejdźcie. - dokończył i w tym momencie stare drzwi wydały podejrzany, nieokreślony dźwięk ogłaszający, że właśnie zostali zaproszeni do paszczy lwa. Liam otworzył drzwi na oścież i jeszcze ostatni raz posłał Biprol pytające spojrzenie, na co ona tylko twierdząco kiwnęła głową. No i weszli, nie mając zielonego pojęcia co ich czeka.
*****
- A więc... - urwał Doniu rozłożony na ledwo dogrywającym fotelu we wściekle różową zebrę - Carly i Liam, tak?
- Ta. - odpowiedzieli równocześnie, oboje wiercąc się na bardzo niewygodnej kanapie (w panterkę) i z lekkim przerażeniem patrząc na resztki pizzy leżące na stole przed nimi. Carly dałaby im pół roku, Liam jakieś 2 lata. Mieszkanie znajomych Daisy okazało się zupełnie inne niż się spodziewali. Przede wszystkim było całkiem zadbane, urządzone w bardzo złym i krzykliwym guście, ale zadbane. Widać też było, że zostało porządnie wyremontowane bo kompletnie nie pasowało do zewnętrznego obrazu kamienicy. Tylko ta pizza na stole i walające się gdzieniegdzie męskie skarpetki niszczyły cały efekt.
- Czyli Daisy gdzieś zniknęła i myśleliście, że może przebywa tutaj, tak? - zadał kolejne pytanie pociągając łyka z puszki po piwie, w której podobno teraz znajdował się sok jabłkowy.
- Ta. - znów odpowiedzieli razem, wpatrując się Doniowi prosto w oczy, co może skrępowałoby większość normalnych ludzi, ale nie jego. On był totalnie pozbawiony wstydu i przyzwoitości. Może dlatego Crimson go lubiła. Bo był totalnym dziwakiem.
- Okey... - odpowiedział przeciągle - Jak mogliście zgubić człowieka? - spytał bo to pytanie nurtowało go od czasu gdy para bardzo chaotycznie przedstawiła mu problem. No, i przy okazji też wspomniała kilka razy o swoich osobistych problemach.
- Nie jesteśmy pewni czy ona się zgubiła... - zamyśliła się Birpol bawiąc się swoimi rękami. Tak normalnie mogłaby się pobawić rękami Payne'a, oczywiście gdyby tylko nie był takim dupkiem.
- Ja myślę, że nie. - oświadczył im prosto z mostu.
- Co masz na myśli? - to pytanie padło z ust Liama, który w tej chwili bardzo chciał żeby jego ukochana bawiła się jego rękami, nie swoimi.
- Ona nie jest głupia. - stwierdził zagadkowo Doniu pochylając się i patrząc na nich tak jakby chciał im coś przekazać komunikacją niewerbalną.
- No wiemy.
- Ja też nie jestem.
- Hę? - zmieszała się nagle Carly.
- Aż się boję tego co macie w domu. - odpowiedział jej mężczyzna odstawiając pustą już puszkę na stole.
- Nie rozumiem. - oświadczyła Carly marszcząc czoło ze zdenerwowania. Czuła się tutaj dziwnie nieswojo i bała się tego co może im powiedzieć ten bęcwał siedzący przed nią. Cokolwiek to miało być.
- Narkotyki pozwalają człowiekowi znaleźć głębie. Kiedy znajdziesz głębie potrafisz podejść do problemu filozoficznie i - tu na chwilę się zatrzymał, aby dobrze go zrozumieli - człowiek zaczyna inaczej patrzeć na świat.
- Co? - Liam w tej chwili był już naprawdę skołowany.
- Może jestem nieczułym pijakiem. - oświadczył im Doniu - Ale nawet ja widzę i wyczuwam atmosferę chociażby między wami i normalnie sam poczułem się skrępowany. Wieje od was lodem. Na kilometr. Lodem i burzą. Taka pogoda źle wpływa na ludzi. Dodajcie do tego aurę waszych innych skłóconych znajomych i bum! Crimson miałaby świetny powód, aby zniknąć.
- Chrzanisz. - stwierdziła Carly i zaczęła się szykować do wyjścia, ale facet powstrzymał ją ruchem ręki.
- Ty też, siostro. Jesteś spięta jak cholera. Wyluzuj. Nikt cię nie pożre, jestem dobrze odżywiony. - powiedział. - Kali! - zawołał - Przynieś, proszę, przedmioty szczęścia!
- Przedmioty... co?
- Szczęścia. - wytłumaczył Doniu. - Więc, jeszcze raz, jaki jest wasz problem?
- Jeśli myślisz, że będziemy ci się zwierzać to... - mówił Liam, kiedy Carly mu przerwała.
- Nie stanął po mojej stornie. A potem bawił się z modelkami.
- Wcale nie! - zaprotestował Liam wyrzucając ręce w górę.
- Rozumiem. - stwierdził Doniu. - Pomogę wam. - dodał pewny swojej racji.
- Niby jak? - warknął Payne.
- Najpierw was odprężę. - odpowiedział mu.
- Niby jak? - powtórzył Liam.
- Tak jak zawsze. - oświadczył Doniu z cwanym uśmiechem dokładnie w momencie, gdy jego dziewczyna stawiała tureckie fajki wodne na stole.
*****
- Super. - powiedziała zdenerwowana Juli stukając palcami o blat stołu.
- Nie narzekaj, kochanie, mogło być gorzej. - powiedział do niej Niall.
- Czyli jak? - zadała mu pytanie czarnowłosa - Z poszukiwań Daisy mamy tylko rozemocjonowaną Zemmę, ućpaną Larly i skłócony trójkącik. Zero Daisy. Zero rezultatów.
- Popatrz na to z innej strony. Ućpana para to zabawna para, skłócony trójkącik jest niezwykle grzeczny, a Zemma jest zajęta wybieraniem koloru ścian do pokoju ich dziecka.
- Niby tak, ale dalej nie ma Daisy.
- Na waszym miejscu to bym jej nie szukał. - wtrącił się Mark idący własnie do swojego tymczasowego pokoju.
- Co? - odwróciła się w jego stronę Julia zastanawiając się co młody może mieć na myśli.
- Zupełnie nic. - odpowiedział tajemniczo chłopak i zniknął jej z pola widzenia.
To było dziwne.




*****
*Ellie ma na nazwisko Lee - czyli jest Ellie Lee, a jej zdrobnienie to Lie

Przeprasza za wszystko i za to, że końcówka nie jest sprawdzona. Pozwólcie, że nie skomentuję swojej niekompetencji.



czwartek, 25 września 2014

Rozdział 38

(z mojej perspektywy)
- Daisy wszystko w porządku? - spytała już chyba 63356 raz Ellie przyglądając się z troską jak od 15 minut mielę jedną frytkę.
- Nienawidzę facetów. Nienawidzę. Pierwszy ma jakieś napady zazdrości, drugi ględzi jak potłuczony bo wpakował się w szambo, trzeci wziął sobie nieplanowany, ba niechciany ślub, czwarty zmienia zdanie szybciej niż jego kobieta w ciąży i sobie ubzdurał, że chce się chajtać, a piąty nabroił, dostał zrypy od pierwszego i teraz chowa się jak zwykły tchórz. Czy wspominałam już, że ich nienawidzę? - mamrotałam cały czas. No bo za jakie grzechy to mnie przyszło to znosić?! Przecież przez całe życie udaję, ze jestem grzeczna!
- Wpadła w trans. - mruknął Harry, który już chyba przyzwyczaił się do moich reakcji alarmowych i teraz tylko głaskał mnie po ramieniu.
- Zayn czemu płaczesz? - spytał nagle Pierre mulata. (Pierre co prawda przestał jojczyć, ale za to patrzył pustym wzrokiem w przestrzeń z miną narkomana na głodzie. I nie wiedzieć czemu domalował sobie wąsy sosem musztardowym.)
Malik rzeczywiście płakał, a jego łzy skapywały na kolejną bułę która jadł, a pochłonął ich już całkiem sporo.
- Bo ta piepszona kawa poparzyła mi już cały przełyk.
Kiedy tylko to powiedział wzięłam gorący kubek do reki i pociągnęłam ogromnego łyka.
Boże jak boli.
- Daisy! - oburzył sie Harry wyrywając mi kubek z ręki - Pomijając fakt, że to strasznie gorące... Przecież ty nienawidzisz kawy! Dlaczego to zrobiłaś?
- Pokutuje. - pisnęłam. Teraz z moich oczu też leciały ciurkiem łzy. Poparzyłam sobie cały przełyk i podniebienie. A teraz niebiosy w ramach zadośćuczynienia... naprawcie ten świat. Zaczynam gadać jak narąbana. Czy w McDonald mają alkohol?
- Zayn czy kawa to jedyny powód twoich łez? - to pytanie zadal Louis.
- Ja chce mieć rodzinę. - załkał Zayn i padł głową w tortille leżącą na stole.
Miałam ochotę go zabić.
Tak dla sportu.
Teraz.
Ale w sumie chciało mi się też do toalety.
Morderstwo czy potrzeba? Co wybrać najpierw?
- Ma ktoś chusteczki? - spytałam.
Potrzeby fizjologiczne wygrały z rządzą mordu.
*****
- Mam pomysł...
- Cudownie.
- Ale musisz mi powiedzieć co o tym myślisz...
- Uważam, że to świetny pomysł.
- Ale nawet ci jeszcze nie powiedziałem co planuję!
- Jestem pewna, że ci się uda.
- Daisy wszystko w porządku?
- Jeśli ci nie wyjdzie zawsze możesz wyprowadzić się na Grenlandię i zmienić imię na Pablo.
- Daisy?
- Lubię stokrotki to takie ładne kwiatki nie sądzisz? Ale śmierdzą jak cholera.
- Daisy. - powiedział stanowczo Liam łapiąc moją twarz w ręce i obracając w swoją stronę.
- Liam. - wydukałam.
- Jak sypiasz? Masz temperaturę? Dobrze się czujesz? Boli cię głowa? Między Harry'm i tobą wszystko ok? Masz jakieś inne dolegliwości? Znowu przestałaś jeść? Bierzesz leki na odporność?
- Nie sypiam. Nie. Tak. Trochę. Tak. Nie. Nie. Jakie leki na odporność? - tak brzmiały moje odpowiedzi (i pytanie) na serię pytań z serii ,,Tata Liam". Daddy pokiwał ze zrozumieniem głową unikając odpowiedzi na moje pytanie. Mały spryciarz.
- Chyba masz trochę za dużo na głowie co? - wypalił nagle.
- Nie.
- Chyba jednak tak. 
- Nie.
- Może powinnaś się wyluzować i zając sobą.
- Nie.
- Myślę, że tak.
- A ja, że nie.
- Daisy zamierzam oświadczyć się Carly.
Drżącymi rękami wyjęłam mój telefon z kieszeni i wybrałam numer do jedynej osoby, która przyszła mi do głowy.
- Halo?
- Pinkod? Mamy problem. - załkałam.
*****

- Pinkod co ty zrobiłbyś na moim miejscu?

- Zawsze mogę ci pomóc w...
- Nie. Nie możemy wpakować ich do do jednej szopy, a potem jej podpalić.
- Skąd wiedziałaś co chcę powiedzieć?
- Jesteś pewien, że to nie ty robiłeś z moją mamą ekhem 20 lat temu?
- Twoja mama jest laską, a ja na studiach wygrałem nagrodę dla brzydkich frajerów.
- Też jestem frajerką i nie jestem ładna.
- W takim razie nie jestem pewien.
Ja i Pinkod leżeliśmy właśnie pod drzewem w parku zalewając smutki sokiem o smaku pietruszki. Sok był wstrętny, ale w dobrym towarzystwie było mi wszystko jedno.
- Pinkod ja czuję, że moja ekipa się wali. A jak coś się wali to nie jest super, hiper the best of life story.
- Co sądzisz o wyjeździe do Meksyku? I o założeniu plantacji marychy? Full legal mam na myśli.
- Sądzę, że nie po to dostałam się na Oxford... - mruknęłam. Chociaż... Może... Meksyk, marycha i te ich fajne imiona...
- Dlaczego oni się teraz uparli na te śluby, co? Gdyby Hazz mi się teraz oświadczył na 100% powiedziałabym nie i on też o tym dobrze wie! Emma też się nie zgodzi. A co do Carl to nie jestem pewna, ale też nie widzę tego we wszystkich kolorach tęczy. ,,Nabroiłem to się chajtnijmy!" Liam to geniusz. I jest jeszcze Lou. Nie żeby nie podobał mi się jego wybór bo Ellie to anioł z sarnimi oczami, ale oni są ledwo po 20! Czuje się tak bezsilna, że chce mi się wyć!
- A zastanawiałaś się kiedyś czemu oni mówią to wszystko tobie?
W zasadzie to nie.
- Bo w zasadzie z tego co mówisz zawsze latają do ciebie po rade.
No latają.
- Nie czułaś się tym nigdy zmęczona?
Jestem strasznie zorana.
- Pomyśl co by było gdybyś zniknęła na jakiś czas, jak Krzyś z Kubusia Puchatka. Musieliby sobie poradzić sami.
- Pinkod...
- No?
- Kocham cię. Jesteś najlepszym psychologiem świata.
*****
(z perspektywy trzeciej osoby)
- Ale jak? Gdzie? A co jak ona się nie znajdzie? Może coś jej się stało? Trzeba ją znaleźć! Louis ubieraj się, a nie żresz te chrupki! - panikowała Ellie machając rękami i chodząc w tę i z powrotem po kuchni.
- Czy ona może się uspokoić? - warknęła zirytowana Elen.
- Ona chociaż martwi się o TWOJĄ przyjaciółkę. - odwarknął Louis, po czym oboje zmierzyli się wzrokiem który mógłby ciąć metal. Wszyscy wiedzieli, ze Tommo i Tuch nie będą chcieli razem pracować, ale teraz robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.
- Może powinniśmy jak zwyczajni ludzie iść na policję... - zaproponował Liam wzruszając bezradnie ramionami.
- Jeszcze nie teraz. - syknęła Carly, która z desperacją głodnego chomika próbowała znaleźć się tak daleko Payne'a jak tylko się dało.
- Poza tym raczej nas tam nie lubią. - mruknął posępnie Lou.
- Ale... - próbował dalej Li, jednak Fioletowa znów mu przerwała.
- Powiedziałam nie. Czego nie rozumiesz w słowie ,,nie"?
W tamtym momencie Zayn spojrzał na nią z takim wyrzutem jakby właśnie zabiła mu kota. To samo powiedziała mu wczoraj Emma kiedy znów zaczął ją przekonywać, ze ślub to świetny pomysł. Był tylko facetem do cholery. Też miał uczucia, a każda jej odmowa łamała jego serce na miliony kawałeczków. Zatem teraz postanowił mieć wszystko w dupie.
- Czy ktoś ma jakiś sensowny pomysł? - zapytała Em wypisująca na kartce miejsca w których mogłaby się znaleźć jej czerwonowłosa przyjaciółka.
- Idźmy na policje. - powtórzył Li.
- Nie pójdziemy na policje ty palancie! - wrzasnęła Carly mierząc w swojego ex/nie ex chłopaka wałkiem.
- Nie musisz się drzeć! - wybuchł w końcu Payne.
- No chyba muszę! Człowiek nie może spuścić innych ludzi z oka bo od razu im odwala!
- Masz na myśli mnie czy Daisy? - zapytał wyzywająco szatyn.
- Może nam opowiesz jak świetnie bawiłeś się w LA? Jakieś selfie? Sweet focie? A może pamiątki?
- To nie ma nic wspólnego z zaginięciem Crimson! - upierał się Liam.
- Może idź na policje żeby poszukali naszego związku!
- Przestań dramatyzować!
- Ja dramatyzuje?! Ja?! To może wracaj do tych zdzir ze słonecznej Californi!
I to był moment, w którym Larly przestali uczestniczyć w rozmowie z Emmą. 
- Ktoś jeszcze? - zapytała znudzona Bros.
- Musimy zacząć jej szukać. - oświadczyła Ellie zabierając Tomlinsonowi paczkę chrupek i nakładając sobie czapkę na głowę.
- A kim ty jesteś żeby przejmować się Daisy? - zapytała z jadem El. Ellie popatrzyła na nią urażonym wzrokiem.
- Znam ja krótko, ale się o nią martwię. Martwię się o wszystkich! - odpowiedziała stanowczo.
- A ja znam ją długo i wiem, że cię nie potrzebujemy. - parsknęła ruda.
- Przestań mówić do Ellie w ten sposób! - zdenerwował się Louis. Nie, nie  pozwoli na to żeby ktokolwiek obrażał Ellie. Tym bardziej jego była ze wścieklizną.
- Och jakie urocze. Bronisz swojej nowej dziewczyny. - zaszydziła El przewracając oczami. Żadna kasjerka nie będzie zajmować jej miejsca w hierarchii. Przynajmniej nie póki Elen oddycha.
- Nie jestem jego ,, nową dziewczyną"! - fuknęła blondynka.
- No właśnie! ONA JEST MOJĄ ŻONĄ! - ryknął z chorą satysfakcją Lou. I to by było na tyle z ich strony w dawaniu pomysłów jak odnaleźć Crimson, ponieważ rozwścieczona Tuch rzuciła się na niego z pięściami. Ellie próbowała powstrzymać ją przez napiepszanie rudej bananem po plecach. Dzieci. Doprawdy banda rozwydrzonych bachorów.
- Zayn? - mruknęła pesymistycznie Emma. Przyszły ojciec jej dziecka strasznie ją męczył. Ona nie potrzebuje papierka żeby stworzyć coś trwałego. Ona potrzebuje tylko miłości, opieki i zaufania.
- Hm. - mruknął pozornie mało zainteresowany Malik.
- Co? - zapytała Emma.
- Mam to gdzieś. - oświadczył obojętnie Zayn wzruszając ramionami.
- Słucham? - zapytała z niedowierzaniem Różowa.
- I tak mnie nigdy nie słuchasz. - powiedział Zayn nonszalancko.
- Ty pizdowaty cieniasie! - wrzasnęła Bros zrywając się od stołu i waląc w niego pięścią - I ty chcesz się żenić?! Chyba cie posrało do samego końca!
I oni też zaczęli się kłócić. 
*jakiś czas później*
- Zamknąć jadaczki! - wrzasnął Harry, który właśnie wkroczył do kuchni w towarzystwie Pierre'a. Był absolutnie i niezaprzeczalnie zmartwiony zaginięciem jego dziewczyny. Właściwie prawie nie wychodził z siebie, ale starał się tego nie okazywać. No, i ku swojemu własnemu przerażeniu potrafił nawet zawrzeć rozejm z Lavelle, który był jedyną osobą, która przejmowała się zaginięciem Czerwonej w stopniu co najmniej podobnym do niego.
Krzyk Stylesa zdołał uspokoić tylko Emme i Zayna. Warto wspomnieć, że oboje byli bliscy powyrywanie sobie nawzajem włosów. Lavelle w akcie poparcie nowego sojusznika wcisnął klakson, który trzymał w ręce w pogotowiu. Tym razem ogarnęli się Carly i Liam. A tak właściwie to głównie Biprol, która w przerwach miedzy próbami wydrapania Paynowi oczy wyrzygiwała mu wszystko co kiedykolwiek spartaczył.Jednak Elen i Louis dalej nie dawali za wygraną. Ellie dała sobie spokój po tym jak Elen próbowała wepchnąć Louisowi do gardła wcześniej trzymanego przez Lie banana.

- Patrz i ucz się od najlepszych. - powiedziała Julia, która razem z Niallem zmaterializowała się obok Stylesa i Francuza.
- CISZA! - ryknęła Nilka z manierą godną wieloletniego kaprala w wojsku.
No i podziałało bo Tomlinson i Tuch zamilkli.
- To moja kobieta. - powiedział z dumą Horan.
- Zamilcz. - szepnęła Juls.
- Dobrze kochanie.
- Nasza mała Daisy zniknęła? - zapytała z bojowym nastawieniem biorąc do ręki parasol - To ją znajdziemy. Choćbym miała przeszukać wszystkie cyrki tego świata. - zarządziła. - Mam już nawet plan.



*****


Przepraszam, że takie krótkie i że zajęło mi to tak dużo czasu, ale w zasadzie powinna się cieszyć, że udało mi się napisać cokolwiek. Miałam już ochotę rzucić ten blog w cholerę, ale teraz obiecuje, że postaram się poprawić. Mam też nadzieję, że nie straciłam wszystkich czytelników i że nie macie mi za złe tego, że tak długo nie pisałam. Po prostu nie miałam ani trochę weny, ale myślę, że teraz będzie już tylko lepiej. Przepraszam jeszcze raz. No i rozdział jest słabej jakości, ale pisałam go 3 miesiące i to we większości na telefonie i tablecie. Daisy zniknęła. Opowiadanie bez głównej bohaterki... Sama się sobie dziwię, że się o to pokusiłam, ale sądzę, że to dobra decyzja. Gorzej z resztą naszych bohaterów. A teraz coś co powinnam zrobić już dawno czyli LA i VB.

Za pierwszą nominacje do LA dziękuję... zabijcie mnie, ale naprawdę nie wiem komu przejechałam wszystkie komentarze z 36 rozdziału i nie mogę znaleźć. Przepraszam, przepraszam, przeprasza,
1. Kolor oczuuu 0.0?
Szaro-zielone.
2. Ulubiona piosenka ? 
Awolnation - Sail
3. Ulubiony film ? 
,,Czy leci z nami pilot"
4. Ulubiony aktor\aktorka?
Emma Stone
5. Fandom ?
#przestałmniebawićtenshit (shit w sensie fandomy)
6. Jaką tematykę blogów preferujesz ? 
Czytam te o bad boyach zazwyczaj, ale czy to sa moje ulubione? Hmmm.
7. Jakie jest twoje życiowe motto ?
Padnij, przeczołgaj się i powstań.
8. Jesteś zakochany\a ? 
Nie.
9. Ile masz lat ?
Mentalnie czy fizycznie?
10. Jakie jest twoje hobby ?
Czytanie, spanie, okupacja empiku, fangirling, shippowanie... Spanie again.
11. Dlaczego założyłaś\łeś bloga ?
Bo chcialam. (bardzo wyczerpujaca odpowiedz)

Za drugą nominację dziękuję Tori Van.

1. Co cię zachęciło do pisania bloga ?
Sama już nie pamiętam, ale prawdopodobnie to, że sama czytałam dużo opowiadań.
2. Jaki jest twój ulubiony kolor ?
Zielony. 
3. Jakie jest Twoje przezwisko?
Tina, Tinuś, Baby Tin, Martyś
4. Jaki masz kolor oczu ?
Zielono-szare.
5. Masz jakieś zwierzątko ?
Yep. Suczkę - Nutkę.
6. Ulubione buty?
Trampki z NewAge.
7. Spodnie czy spódniczki?
No ba. Oczywiście, że spodnie.
8. Do której klasy idziesz po wakacjach ?
Nosek w sosek, everybody.
9. Trambki czy buty na obcasie ?
Hahaha trampki. Moje dotychczasowe próby chodzenia na obcasie to film dokumantalny o kaczce.
10. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku ?
Wiosna.
11. Ulubiony/a aktor/ aktorka?
Emma Stone.

Dostałam jeszcze nominację do VB za co bardzo dziękuję babajaga

1. Pałam niewytłumaczalną miłością do kaktusów. W moim posiadaniu mam ich 5 (licząc doniczkami).
2. Mam talent do robienia sobie krzywdy bo jestem łamagą.
3. Zawsze mówię, że jak już będę bogata to chcę torebkę od Louisa Vuittona.
4. W pewnym momencie mojego życia pokochałam kawę, a kiedyś jej nie lubiłam.
5. W zeszłym roku skończyłam szkołę muzyczną i to jeden z moich największych życiowych sukcesów. 
6. Lubię
7. Zbieram te małe stworki z lidla i się nimi jaram. Tak jak moje koleżanki. I kto tu mówi o dojrzałości, huh?

Do następnego kochani.



Prosze o komy!