czwartek, 25 września 2014

Rozdział 38

(z mojej perspektywy)
- Daisy wszystko w porządku? - spytała już chyba 63356 raz Ellie przyglądając się z troską jak od 15 minut mielę jedną frytkę.
- Nienawidzę facetów. Nienawidzę. Pierwszy ma jakieś napady zazdrości, drugi ględzi jak potłuczony bo wpakował się w szambo, trzeci wziął sobie nieplanowany, ba niechciany ślub, czwarty zmienia zdanie szybciej niż jego kobieta w ciąży i sobie ubzdurał, że chce się chajtać, a piąty nabroił, dostał zrypy od pierwszego i teraz chowa się jak zwykły tchórz. Czy wspominałam już, że ich nienawidzę? - mamrotałam cały czas. No bo za jakie grzechy to mnie przyszło to znosić?! Przecież przez całe życie udaję, ze jestem grzeczna!
- Wpadła w trans. - mruknął Harry, który już chyba przyzwyczaił się do moich reakcji alarmowych i teraz tylko głaskał mnie po ramieniu.
- Zayn czemu płaczesz? - spytał nagle Pierre mulata. (Pierre co prawda przestał jojczyć, ale za to patrzył pustym wzrokiem w przestrzeń z miną narkomana na głodzie. I nie wiedzieć czemu domalował sobie wąsy sosem musztardowym.)
Malik rzeczywiście płakał, a jego łzy skapywały na kolejną bułę która jadł, a pochłonął ich już całkiem sporo.
- Bo ta piepszona kawa poparzyła mi już cały przełyk.
Kiedy tylko to powiedział wzięłam gorący kubek do reki i pociągnęłam ogromnego łyka.
Boże jak boli.
- Daisy! - oburzył sie Harry wyrywając mi kubek z ręki - Pomijając fakt, że to strasznie gorące... Przecież ty nienawidzisz kawy! Dlaczego to zrobiłaś?
- Pokutuje. - pisnęłam. Teraz z moich oczu też leciały ciurkiem łzy. Poparzyłam sobie cały przełyk i podniebienie. A teraz niebiosy w ramach zadośćuczynienia... naprawcie ten świat. Zaczynam gadać jak narąbana. Czy w McDonald mają alkohol?
- Zayn czy kawa to jedyny powód twoich łez? - to pytanie zadal Louis.
- Ja chce mieć rodzinę. - załkał Zayn i padł głową w tortille leżącą na stole.
Miałam ochotę go zabić.
Tak dla sportu.
Teraz.
Ale w sumie chciało mi się też do toalety.
Morderstwo czy potrzeba? Co wybrać najpierw?
- Ma ktoś chusteczki? - spytałam.
Potrzeby fizjologiczne wygrały z rządzą mordu.
*****
- Mam pomysł...
- Cudownie.
- Ale musisz mi powiedzieć co o tym myślisz...
- Uważam, że to świetny pomysł.
- Ale nawet ci jeszcze nie powiedziałem co planuję!
- Jestem pewna, że ci się uda.
- Daisy wszystko w porządku?
- Jeśli ci nie wyjdzie zawsze możesz wyprowadzić się na Grenlandię i zmienić imię na Pablo.
- Daisy?
- Lubię stokrotki to takie ładne kwiatki nie sądzisz? Ale śmierdzą jak cholera.
- Daisy. - powiedział stanowczo Liam łapiąc moją twarz w ręce i obracając w swoją stronę.
- Liam. - wydukałam.
- Jak sypiasz? Masz temperaturę? Dobrze się czujesz? Boli cię głowa? Między Harry'm i tobą wszystko ok? Masz jakieś inne dolegliwości? Znowu przestałaś jeść? Bierzesz leki na odporność?
- Nie sypiam. Nie. Tak. Trochę. Tak. Nie. Nie. Jakie leki na odporność? - tak brzmiały moje odpowiedzi (i pytanie) na serię pytań z serii ,,Tata Liam". Daddy pokiwał ze zrozumieniem głową unikając odpowiedzi na moje pytanie. Mały spryciarz.
- Chyba masz trochę za dużo na głowie co? - wypalił nagle.
- Nie.
- Chyba jednak tak. 
- Nie.
- Może powinnaś się wyluzować i zając sobą.
- Nie.
- Myślę, że tak.
- A ja, że nie.
- Daisy zamierzam oświadczyć się Carly.
Drżącymi rękami wyjęłam mój telefon z kieszeni i wybrałam numer do jedynej osoby, która przyszła mi do głowy.
- Halo?
- Pinkod? Mamy problem. - załkałam.
*****

- Pinkod co ty zrobiłbyś na moim miejscu?

- Zawsze mogę ci pomóc w...
- Nie. Nie możemy wpakować ich do do jednej szopy, a potem jej podpalić.
- Skąd wiedziałaś co chcę powiedzieć?
- Jesteś pewien, że to nie ty robiłeś z moją mamą ekhem 20 lat temu?
- Twoja mama jest laską, a ja na studiach wygrałem nagrodę dla brzydkich frajerów.
- Też jestem frajerką i nie jestem ładna.
- W takim razie nie jestem pewien.
Ja i Pinkod leżeliśmy właśnie pod drzewem w parku zalewając smutki sokiem o smaku pietruszki. Sok był wstrętny, ale w dobrym towarzystwie było mi wszystko jedno.
- Pinkod ja czuję, że moja ekipa się wali. A jak coś się wali to nie jest super, hiper the best of life story.
- Co sądzisz o wyjeździe do Meksyku? I o założeniu plantacji marychy? Full legal mam na myśli.
- Sądzę, że nie po to dostałam się na Oxford... - mruknęłam. Chociaż... Może... Meksyk, marycha i te ich fajne imiona...
- Dlaczego oni się teraz uparli na te śluby, co? Gdyby Hazz mi się teraz oświadczył na 100% powiedziałabym nie i on też o tym dobrze wie! Emma też się nie zgodzi. A co do Carl to nie jestem pewna, ale też nie widzę tego we wszystkich kolorach tęczy. ,,Nabroiłem to się chajtnijmy!" Liam to geniusz. I jest jeszcze Lou. Nie żeby nie podobał mi się jego wybór bo Ellie to anioł z sarnimi oczami, ale oni są ledwo po 20! Czuje się tak bezsilna, że chce mi się wyć!
- A zastanawiałaś się kiedyś czemu oni mówią to wszystko tobie?
W zasadzie to nie.
- Bo w zasadzie z tego co mówisz zawsze latają do ciebie po rade.
No latają.
- Nie czułaś się tym nigdy zmęczona?
Jestem strasznie zorana.
- Pomyśl co by było gdybyś zniknęła na jakiś czas, jak Krzyś z Kubusia Puchatka. Musieliby sobie poradzić sami.
- Pinkod...
- No?
- Kocham cię. Jesteś najlepszym psychologiem świata.
*****
(z perspektywy trzeciej osoby)
- Ale jak? Gdzie? A co jak ona się nie znajdzie? Może coś jej się stało? Trzeba ją znaleźć! Louis ubieraj się, a nie żresz te chrupki! - panikowała Ellie machając rękami i chodząc w tę i z powrotem po kuchni.
- Czy ona może się uspokoić? - warknęła zirytowana Elen.
- Ona chociaż martwi się o TWOJĄ przyjaciółkę. - odwarknął Louis, po czym oboje zmierzyli się wzrokiem który mógłby ciąć metal. Wszyscy wiedzieli, ze Tommo i Tuch nie będą chcieli razem pracować, ale teraz robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.
- Może powinniśmy jak zwyczajni ludzie iść na policję... - zaproponował Liam wzruszając bezradnie ramionami.
- Jeszcze nie teraz. - syknęła Carly, która z desperacją głodnego chomika próbowała znaleźć się tak daleko Payne'a jak tylko się dało.
- Poza tym raczej nas tam nie lubią. - mruknął posępnie Lou.
- Ale... - próbował dalej Li, jednak Fioletowa znów mu przerwała.
- Powiedziałam nie. Czego nie rozumiesz w słowie ,,nie"?
W tamtym momencie Zayn spojrzał na nią z takim wyrzutem jakby właśnie zabiła mu kota. To samo powiedziała mu wczoraj Emma kiedy znów zaczął ją przekonywać, ze ślub to świetny pomysł. Był tylko facetem do cholery. Też miał uczucia, a każda jej odmowa łamała jego serce na miliony kawałeczków. Zatem teraz postanowił mieć wszystko w dupie.
- Czy ktoś ma jakiś sensowny pomysł? - zapytała Em wypisująca na kartce miejsca w których mogłaby się znaleźć jej czerwonowłosa przyjaciółka.
- Idźmy na policje. - powtórzył Li.
- Nie pójdziemy na policje ty palancie! - wrzasnęła Carly mierząc w swojego ex/nie ex chłopaka wałkiem.
- Nie musisz się drzeć! - wybuchł w końcu Payne.
- No chyba muszę! Człowiek nie może spuścić innych ludzi z oka bo od razu im odwala!
- Masz na myśli mnie czy Daisy? - zapytał wyzywająco szatyn.
- Może nam opowiesz jak świetnie bawiłeś się w LA? Jakieś selfie? Sweet focie? A może pamiątki?
- To nie ma nic wspólnego z zaginięciem Crimson! - upierał się Liam.
- Może idź na policje żeby poszukali naszego związku!
- Przestań dramatyzować!
- Ja dramatyzuje?! Ja?! To może wracaj do tych zdzir ze słonecznej Californi!
I to był moment, w którym Larly przestali uczestniczyć w rozmowie z Emmą. 
- Ktoś jeszcze? - zapytała znudzona Bros.
- Musimy zacząć jej szukać. - oświadczyła Ellie zabierając Tomlinsonowi paczkę chrupek i nakładając sobie czapkę na głowę.
- A kim ty jesteś żeby przejmować się Daisy? - zapytała z jadem El. Ellie popatrzyła na nią urażonym wzrokiem.
- Znam ja krótko, ale się o nią martwię. Martwię się o wszystkich! - odpowiedziała stanowczo.
- A ja znam ją długo i wiem, że cię nie potrzebujemy. - parsknęła ruda.
- Przestań mówić do Ellie w ten sposób! - zdenerwował się Louis. Nie, nie  pozwoli na to żeby ktokolwiek obrażał Ellie. Tym bardziej jego była ze wścieklizną.
- Och jakie urocze. Bronisz swojej nowej dziewczyny. - zaszydziła El przewracając oczami. Żadna kasjerka nie będzie zajmować jej miejsca w hierarchii. Przynajmniej nie póki Elen oddycha.
- Nie jestem jego ,, nową dziewczyną"! - fuknęła blondynka.
- No właśnie! ONA JEST MOJĄ ŻONĄ! - ryknął z chorą satysfakcją Lou. I to by było na tyle z ich strony w dawaniu pomysłów jak odnaleźć Crimson, ponieważ rozwścieczona Tuch rzuciła się na niego z pięściami. Ellie próbowała powstrzymać ją przez napiepszanie rudej bananem po plecach. Dzieci. Doprawdy banda rozwydrzonych bachorów.
- Zayn? - mruknęła pesymistycznie Emma. Przyszły ojciec jej dziecka strasznie ją męczył. Ona nie potrzebuje papierka żeby stworzyć coś trwałego. Ona potrzebuje tylko miłości, opieki i zaufania.
- Hm. - mruknął pozornie mało zainteresowany Malik.
- Co? - zapytała Emma.
- Mam to gdzieś. - oświadczył obojętnie Zayn wzruszając ramionami.
- Słucham? - zapytała z niedowierzaniem Różowa.
- I tak mnie nigdy nie słuchasz. - powiedział Zayn nonszalancko.
- Ty pizdowaty cieniasie! - wrzasnęła Bros zrywając się od stołu i waląc w niego pięścią - I ty chcesz się żenić?! Chyba cie posrało do samego końca!
I oni też zaczęli się kłócić. 
*jakiś czas później*
- Zamknąć jadaczki! - wrzasnął Harry, który właśnie wkroczył do kuchni w towarzystwie Pierre'a. Był absolutnie i niezaprzeczalnie zmartwiony zaginięciem jego dziewczyny. Właściwie prawie nie wychodził z siebie, ale starał się tego nie okazywać. No, i ku swojemu własnemu przerażeniu potrafił nawet zawrzeć rozejm z Lavelle, który był jedyną osobą, która przejmowała się zaginięciem Czerwonej w stopniu co najmniej podobnym do niego.
Krzyk Stylesa zdołał uspokoić tylko Emme i Zayna. Warto wspomnieć, że oboje byli bliscy powyrywanie sobie nawzajem włosów. Lavelle w akcie poparcie nowego sojusznika wcisnął klakson, który trzymał w ręce w pogotowiu. Tym razem ogarnęli się Carly i Liam. A tak właściwie to głównie Biprol, która w przerwach miedzy próbami wydrapania Paynowi oczy wyrzygiwała mu wszystko co kiedykolwiek spartaczył.Jednak Elen i Louis dalej nie dawali za wygraną. Ellie dała sobie spokój po tym jak Elen próbowała wepchnąć Louisowi do gardła wcześniej trzymanego przez Lie banana.

- Patrz i ucz się od najlepszych. - powiedziała Julia, która razem z Niallem zmaterializowała się obok Stylesa i Francuza.
- CISZA! - ryknęła Nilka z manierą godną wieloletniego kaprala w wojsku.
No i podziałało bo Tomlinson i Tuch zamilkli.
- To moja kobieta. - powiedział z dumą Horan.
- Zamilcz. - szepnęła Juls.
- Dobrze kochanie.
- Nasza mała Daisy zniknęła? - zapytała z bojowym nastawieniem biorąc do ręki parasol - To ją znajdziemy. Choćbym miała przeszukać wszystkie cyrki tego świata. - zarządziła. - Mam już nawet plan.



*****


Przepraszam, że takie krótkie i że zajęło mi to tak dużo czasu, ale w zasadzie powinna się cieszyć, że udało mi się napisać cokolwiek. Miałam już ochotę rzucić ten blog w cholerę, ale teraz obiecuje, że postaram się poprawić. Mam też nadzieję, że nie straciłam wszystkich czytelników i że nie macie mi za złe tego, że tak długo nie pisałam. Po prostu nie miałam ani trochę weny, ale myślę, że teraz będzie już tylko lepiej. Przepraszam jeszcze raz. No i rozdział jest słabej jakości, ale pisałam go 3 miesiące i to we większości na telefonie i tablecie. Daisy zniknęła. Opowiadanie bez głównej bohaterki... Sama się sobie dziwię, że się o to pokusiłam, ale sądzę, że to dobra decyzja. Gorzej z resztą naszych bohaterów. A teraz coś co powinnam zrobić już dawno czyli LA i VB.
Za pierwszą nominacje do LA dziękuję... zabijcie mnie, ale naprawdę nie wiem komu przejechałam wszystkie komentarze z 36 rozdziału i nie mogę znaleźć. Przepraszam, przepraszam, przeprasza,
1. Kolor oczuuu 0.0?
Szaro-zielone.
2. Ulubiona piosenka ? 
Awolnation - Sail
3. Ulubiony film ? 
,,Czy leci z nami pilot"
4. Ulubiony aktor\aktorka?
Emma Stone
5. Fandom ?
#przestałmniebawićtenshit (shit w sensie fandomy)
6. Jaką tematykę blogów preferujesz ? 
Czytam te o bad boyach zazwyczaj, ale czy to sa moje ulubione? Hmmm.
7. Jakie jest twoje życiowe motto ?
Padnij, przeczołgaj się i powstań.
8. Jesteś zakochany\a ? 
Nie.
9. Ile masz lat ?
Mentalnie czy fizycznie?
10. Jakie jest twoje hobby ?
Czytanie, spanie, okupacja empiku, fangirling, shippowanie... Spanie again.
11. Dlaczego założyłaś\łeś bloga ?
Bo chcialam. (bardzo wyczerpujaca odpowiedz)

Za drugą nominację dziękuję Tori Van.

1. Co cię zachęciło do pisania bloga ?
Sama już nie pamiętam, ale prawdopodobnie to, że sama czytałam dużo opowiadań.
2. Jaki jest twój ulubiony kolor ?
Zielony. 
3. Jakie jest Twoje przezwisko?
Tina, Tinuś, Baby Tin, Martyś
4. Jaki masz kolor oczu ?
Zielono-szare.
5. Masz jakieś zwierzątko ?
Yep. Suczkę - Nutkę.
6. Ulubione buty?
Trampki z NewAge.
7. Spodnie czy spódniczki?
No ba. Oczywiście, że spodnie.
8. Do której klasy idziesz po wakacjach ?
Nosek w sosek, everybody.
9. Trambki czy buty na obcasie ?
Hahaha trampki. Moje dotychczasowe próby chodzenia na obcasie to film dokumantalny o kaczce.
10. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku ?
Wiosna.
11. Ulubiony/a aktor/ aktorka?
Emma Stone.

Dostałam jeszcze nominację do VB za co bardzo dziękuję babajaga

1. Pałam niewytłumaczalną miłością do kaktusów. W moim posiadaniu mam ich 5 (licząc doniczkami).
2. Mam talent do robienia sobie krzywdy bo jestem łamagą.
3. Zawsze mówię, że jak już będę bogata to chcę torebkę od Louisa Vuittona.
4. W pewnym momencie mojego życia pokochałam kawę, a kiedyś jej nie lubiłam.
5. W zeszłym roku skończyłam szkołę muzyczną i to jeden z moich największych życiowych sukcesów. 
6. Lubię
7. Zbieram te małe stworki z lidla i się nimi jaram. Tak jak moje koleżanki. I kto tu mówi o dojrzałości, huh?

Do następnego kochani.



Prosze o komy!





piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 37 (cz.2)

(moja perspektywa)
- Cześć Pierre. - mruknęłam.
- Witaj Pretty Kitty.
- Widzę, że poza Li przyprowadziłeś też mojego brata.
- Jakoś tak wyszło.
- To tego...
- Och daj spokój. - żachnął się po czym mnie przytulił. Pachniał  tak ładnie. Za ładnie. Dlaczego on musi pachnieć tak ładnie.
  Usłyszałam chrząknięcie. Jedno, a potem drugie. To wystarczyło, abym odsunęła się od Francuza na bezpieczną odległość.
  W drzwiach od kuchni stał mój chłopak z miną mordercy, szmatą na głowie i z złowieszczo włączającym się mikserem w ręce. Niecodzienny widok.
- Trzymaj się od niej z daleka jeśli lubisz swoją twarz. - syknął Harry po czym wcisnął mojemu bratu mikser do rąk i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę Liama. No własnie Liam wyglądał trochę inczaczej. Zarósł się trochę, zniechlujniał i ogólnie wyglądał jakby coś go bolało. Powinnam go dobić już teraz. Ale Hazzie należy się trochę życiowej rozrywki.
  Kiedy już mój chłopak dotarł do Payne'a wymierzył mu w twarz ze szmaty, którą miał na głowie, a która zdjął przedtem z prędkością światła. Mój Boże. Jesteśmy porąbani.
  Payne spojrzał tylko na niego wzrokiem zranionej salamndry plamistej. Urocze porównanie nawiasem mówiąc.
- Do piwnicy kupo. Już. - warknął mój chłopak głosem nieznoszącym sprzeciwu (czytaj trochę histerycznym piskiem połączonym z jego zarąbistą chrypką). Liamek wiedząc, że zbrodnia jest zbrodnią i jeśli Styles nie zajmie się nim w piwnicy to ja zajmę się nim teraz powlókł się posłuszne w stronę drzwi prowadzących do czeluści Hadesu. Za nim zdecydowanym krokiem zmierzał Harry.
  Wyszło na to, że zostanę tu sama z Pierrem i moim bratem. Kto by się tego spodziewał.
Spojrzałam na blond osobnika z którym byłam spokrewniona spod przymrużonych oczu i prychnęłam. Ah te więzy krwi. Warte tyle co stringi na wyprzedaży.
- Też cię nie lubię Icy. - fuknął Mark. Icy. Tak do mnie mówił. Nadał mi to przezwisko kiedy razem w dzieciństwie oglądaliśmy ,,Klub Winx". Twierdzi, że jestem królową lodu. Mały Smarcik.
- Zaraza.
- Wiedźma.
- Niedorobione jajko.
- Czerwony skunks.
- Śmierdzisz.
- Wyglądasz jak kaszalot.
- Nawet nie wiesz co to kaszalot.
- I co z tego? To jakieś zwierzątko morsko-żyjne.
- ,,Morsko-żyjne"? - zapytałam z kpiną.
- Przynajmniej jestem kreatywny.
- A ja inteligentna.
- Nie był bym tego taki pewnie.
- Nie cierpię...
- Stop. - zarządził nagle Pierre podnosząc ręce w uspakajającym geście - Też mam siostrę i wiem ile mogą trwać takie kłótnię więc zamilknijmy i cieszmy się moim pobytem w deszczowej Anglii.
- Ty tak serio narcyzie? - spytałam.
- Tak. Zasadniczo gdyby nie moja życiowa pewność siebie i kapka samouwielbienia prawdopodobnie teraz siedziałbym w jakimś KFC na kasie i żył na łaskach Jennifer Hillson.
- Kto to do cholery jest Jeniffer Hillson?
- Naprawdę? Serio? Masz gdzieś McDonald i mój nieciekawy koniec, a interesuje cię kto to Jennifer Hillson? - podniósł brwi, a ja pokiwałam głową na ,,tak'' - Może kiedyś ci powiem.
  Mój brat się ulotnił. Zostałam sama z Lavelle. Powinnam czuć się niekomfortowo i dziwnie. Ale wcale się tak nie czułam. Chyba serio lubiłam Pierre'a nawet jeśli przedtem myślałam, że to graniczy z cudem.
  Za moimi plecami rozległo się ciche szuranie i za chwile moim oczom ukazała się opuchnięta i wyglądająca jak piżamowa księżniczka Carly. Fioletowa zmierzyła Pierre'a i mnie wzrokiem.
- Kto to? -spytała.
- To Pierre. Pierre to Carly. - przedstawiłam ich sobie.
- Miło poznać. - przywitał się mój przyjaciel wyciągając w stronę Carly rękę. Biprol utkwiła wzrok w jego ręce zastanawiając się chyba czy na pewno powinna to zrobić. Och rany miała go tylko uścisnąć za rękę!
- Carly on nie gryzie.
- Zamknij się Daisy. Przyprowadzasz mi do domu przystojnego faceta, a ja mam złamane serce i chce się zemścić. Obmyśliłam właśnie ciekawy plan. - powiedziała po czym na jej twarzy pojawił się diabelski uśmiech.
(jakiś czas później dalej z mojej perspektywy)
- Daisy?  - zapytał niepewni Harry wchodząc do pokoju.
- Nie. Ciasteczkowy potwór. - odpowiedziałam po czym wpakowałam sobie do buzi następną chrupkę.
- Długo tu tak leżysz i wpatrujesz się w sufit? - zadał kolejne pytanie podchodząc niepewnie do łóżka.
- Wystarczająco?
- Kochanie… - zamruczał kładąc się koło mnie i obejmując mnie lekko.
- Wszystko się zrąbało. - marudziłam przykładając poduszkę do twarzy. - Dzwoniłam do Elen i się do mnie nie odzywa, Louis wziął ślub, ty jesteś zazdrosny o Pierre’a, Liam od kilku godzin siedzi zamknięty w piwnicy i boi się wyjść bo na niego nakrzyczałeś, Carly chce udawać, że kręci z Pierre’em żeby wzbudzić zazdrość Liama, a Julia i Niall oświadczyli, że jadą sobie na wakacje! A co ja mam robić?! Umrę.
  Wiem, że dramatyzuje, ale lubię dramatyzować.
- Wszystko będzie okey. Zobaczysz. Zawsze jest. Pamiętaj, że zawsze kiedy ty robisz coś absolutnie głupiego to to zawsze się jakoś rozwiązuje. - zapewniał. Zdjęłam poduszkę z twarzy.
- To mnie kurde pocieszyłeś. - prychnęłam.
- Do usług. - mruknął rozbawiony.
  Chwilę leżeliśmy bez ruchu po prostu się w siebie wpatrując. Wiem, że to głupie stwierdzenie, ale lubię mojego chłopaka. Mimo tej zazdrości i wszystkich innych rzeczy.
Przewróciłam się na łóżku tak, że teraz leżałam na nim wbijając mu moje ręce w żebra. Dodatkowo stykaliśmy się nosami.
- Hazz…
- Hmm? - mruknął jawnie zadowolony z naszej aktualnej pozycji.
- Ale my nie zerwiemy, prawda? Nic się z nami nie stanie? Wiem, że jestem wkurzająca i irytująca, i często nie miła, i…
- Nie. - powiedział stanowczo.
- Co ,,nie”? - zapytałam.
- Nie zerwiemy. Będę o ciebie walczył choćbym musiał położyć kogoś na łopatki.
  Nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
- Kocham cię Styles.
  Och matko. Takie słowa do facetów zawsze przychodziły mi z ogromnym trudem.
  Harry miał teraz na twarzy banan od ucha do ucha.
- Ja ciebie też Crimson. Ja ciebie też. - odpowiedział, a potem zaczął nucić - You and I We don’t wanna be like them We can make it ‘till the end nothing can come between You and I…
  I w tamtym momencie mnie pocałował. Po hazzowemu. Lubiłam być całowana po hazzowemu. Poprawiłam się na nim i przez pocałunek zaczęłam mu wbijać mój palec wskazujący w policzek bo cały czas się uśmiechał.
- Masz ADHD co? - zaśmiał się.
- Może. - też się zaśmiałam i kontynuowaliśmy pocałunek kiedy nagle…
- JESTEM! - wrzasnął ktoś kto wleciał do mojego pokoju prawie nie wyrywając drzwi z zawiasów.
  W tym momencie odskoczyłam od Harry’ego jak oparzona i spadłam na podłogę. Och mój biedny tyłek.
- Zły moment? To ja wrócę później! - cały czas krzyczał Louis i chciał już się jak najszybciej ewakuować z pokoju kiedy ocknęłam się i wydarła:
- LOUIS WILLIAM TOMLINSON! ZOSTAŃ TUTAJ!
  Podniosłam się na równe nogi i już zaczęłam zabijać wzrokiem tego palanta.
- Gdzie twoja żona? - zapytałam próbując chociaż na chwilę pohamować złość.
- Hej. Jestem Ellie. - powiedziała sympatycznie wyglądająca blondynka wychylając się zza Lou. Była bardzo ładna. I wydawała się sympatyczna. Czy to, że już zrobiła na mnie dobre wrażenie jest zdradą Elen?
- Hej. Ja jestem Daisy, a to jest Harry. - wskazałam na mojego chłopaka dalej rozpłaszczonego na łóżku z rumieńcem na twarzy - Zamierzam teraz wyżyć sie na Lou co może chwilę potrwać więc siadaj sobie. - powiedziałam do niej wskazując jej miejsce na brzegu łóżka.
  Blondynka grzecznie poczłapała do mojego łóżka i usiadła na nim niepewnie. W tym czasie ja znów skupiłam swoją uwagę na Tomlinsona skulonego gdzieś w drugim kącie pokoju.
- Możesz krzyczeć i mnie zwyzywać, ale proszę... nie bij. - zapiszczał. Pff faceci.
- CO TY SOBIE DO CHOLERY MYSLAŁEŚ CO?! ŻE JAK ELEN CIĘ ZOSTAWIŁA TO MOŻESZ SIĘ ŻENIĆ W VEGAS Z PIERWSZĄ LEPSZĄ ŁADN I SYMPATYCZNĄ KASJERKĄ?! NIEDOCZEKANIE! CZASEM TO SIĘ ZASTANAWIAM GDZIE TY ZGUBIŁEŚ SWÓJ MÓZG! MAM W DUPIE TO, ŻE EL NIGDY NIE WYBACZY CI ŻADNEJ Z RZECZY KTÓRE ZROBIŁEŚ! PIEPSZYĆ TO! ALE NOTA BENE TEŻ JESTEŚ MOIM PRZYJACIELEM?! TAK? TAK. MYŚLISZ, ŻE SIĘ O CIEBIE NIE MARTWIĘ?! CO TERAZ Z TWOJĄ RYPANA KARIERĄ?! MYŚLISZ, ŻE CAŁY ŚWIAT BĘDZIE SZCZĘŚLIWY, ŻE ICH IDOL JEST IDIOTĄ, KTÓRY NAJPIERW ROBI, A POTEM MYŚLI?! JA NIE BYŁABYM SZCZĘŚLIWA! DRUGA SPRAWA TO TO, ŻE PRZEZ CIEBIE TUCH UMAWIA SIĘ Z JAKIMŚ HIPISEM I CO NAJWAŻNIEJSZE NIE ODZYWA SIĘ DO MNIE! ONA ZAWSZE SIĘ DO MNIE ODZYWA! NIENAWIDZĘ BYĆ IGNOROWANA! MASZ TO WSZYSTKO NAPRAWIĆ! JAK NAJSZYBCIEJ!!! - mój ostatni krzyk przypominał bardziej histeryczny jazgot, który wydawałam tylko w alarmowych sytuacjach. Będąc szczerą trochę bolało mnie gardło, które z pewnością sobie zdarłam. Nienawidzę życia.
  W pewnej chwili zorientowałam się, że ktoś mnie przytula. I to nie byle kto tylko Ellie. A mi to absolutnie nie przeszkadzało. Tego właśnie potrzebowałam. Żeby ktoś mnie przytulił. Ja tez ją objęłam i schowałam głowę w jej ramieniu. To był jeden z tych uścisków, które można zaliczyć do tych kojących nerwy. Muszę tez powiedzieć, że zaczęłam się powoli uspokajać.
- Cokolwiek się nie dzieje wszystko będzie dobrze. - powiedziała blondynka pocieszającym głosem i wtedy już wiedziałam, że ona wie, że nie chodzi mi tylko o Lou. Ale dzięki jej słowom naprawdę zaczęłam wierzyć, że może być dobrze. Właśnie w tym momencie zrozumiałam dlaczego Tomlinsona pociągnęło właśnie do niej.
- To dziwny widok. Moja zdenerwowana przyjaciółka stojąca w objęciach mojej żony. Czy mogę wam zrobić zdjęcie? - ten uroczy moment jak zwykle musiał przerwać Louis.
  Kiedy już ja i Ellie się od siebie oderwałyśmy uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam bezgłośne ,,dziękuję", a ona tylko pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam. - syknęłam mrużąc oczy utkwione w niebieskookim palancie.
Drzwi od mojego pokoju po raz drugi tego dnia gwałtownie się otworzyły.
- Uratuj mnie. - wyjęczał zdyszany, zgięty na pół Pierre podtrzymujący się framugi drzwi.
(kilka godzin później)
- W co ja się wpakowałem?
- W gówno. - odpowiedziałam Francuzowi opartemu o moje ramię po czym znów pociągnęłam moją herbatę ze słomki.
- Co ja teraz zrobię? - zapiszczał znów.
- Gówno.
- Jeszcze nigdy nie miałem w życiu takiej sytuacji!
- Jeszcze nigdy nie wpakowałeś się w gówno? - zapytałam zdziwiona.
- Czy możesz przestać? To poważna sprawa! - zajęczał.
- No przecież wiem. Ale kiedy dzieje się coś złego dobrze jest się odstresować, a słowo gówno brzmi bardzo dobrze po angielsku.
  Dla ścisłości ja, Pierre, Harry, Louis i Ellie siedzieliśmy właśnie w McDonaldzie ciesząc się niezdrowym jedzeniem, a w moim przypadku herbatą w fajnym kubeczku ze słomką.
- Umrę... - marudził dalej Lavelle.
- Pierre... - zaczęłam. 
- Tak? - zapytał z nadzieją, że wymyśliłam plan jak wyjąć go z gówna.
- ...ciesz się swoim Happy Meal'em. - dokończyłam. W tym momencie chłopak zdjął swój łeb z mojego ramienia i walnął głową o stół.
- Czemu on dostał Happy Meal, a ja nie? - spytał z pretensją Tomlinson patrząc na mnie wzrokiem rozpieszczonego 5 latka.
- Bo ma ciężkie chwile. - powiedział Harry jawnie zadowolony z tego, że jego wróg ma kłopoty. Styles nie taki miły na jakiego wygląda.
- A ja mam... żonę! I nie dostałem Happy Meal'a! - dalej drążył Louis.
- Chcesz Happy Meal'a? - spytała rozdrażniona marudzeniem swojego... partnera Ellie.
- Tak kochanie. To to o czym marzę od kiedy tu wszedłem. - zaświergotał Lou.
- To idź i sobie kup. - wymamrotała wciskając mu w rękę swój portfel z Hello Kitty, kiedy uradowany Tommo ruszył po swój Happy Meal blondynka przeniosła swój wzrok na mnie - Daisy czy ty w ogóle coś jesz? - zapytała zmartwiona.
- Jedzenie jest dla słabych. - odparłam i znów pociągnęłam z mojej słomki. Ellie zawsze się martwiła. I była absolutnie urocza, ale nie we wkurzającym tego słowa znaczeniu. Jak miałam jej do cholery nie lubić skoro już ją polubiłam? Świat jest skomplikowany.
- Nawet mój Hamburger mnie nie cieszy. - zawył znów Pierre.
- Pierre słoneczko ty moje kochane... - zironizowałam - To po chuja pana się zgadzałeś udawać nowego adoratora Carly skoro teraz tak ubolewasz?
  Francuz przekręcił głowę tak żeby móc na mnie spojrzeć kątem oka.
- Bo tak. - jęknął. Dobra nie chcesz to nie mów.
- Ale ja naprawdę nie rozumiem tego jej planu... Masz udawać, że podoba ci się Carly żeby Liam był zazdrosny? - zapytał Harry, który jeszcze do końca nie ogarniał.
  Cóż to było życie Pierre'a i teoretycznie nie powinno mnie obchodzić co on z nim robi, ale tak serio to mnie obchodziło. A ja uważała, że ten cały plan to beznadziejny pomysł. Absolutnie beznadziejny. I jeśli wypali to Pierre'a nie będą już nienawidzili tylko Harry i Niall, ale jeszcze Liam. A jeśli troje moich przyjaciół będzie próbowało zniszczyć Pierre'a załamie się psychicznie i wykupię wszystkie pudełka lodów czekoladowych z Lidla, utyje, znów się załamie, wrócę do Polski i zamieszkam z mamą. Nie chce pracować w tym sklepu na rogu gdzie panie zajewaniają nawet w święta.
  Musze jednak przyznać, że męczy mnie to dlaczego Lavelle się zgodził. To dziwne, przecież on nie należy do tych ludzi, którzy robią coś dla kogoś tylko z dobrego serca, którego on w sumie raczej też nie miał. Czasem muszę sobie przypominać dlaczego go lubię.
- Siedziałem tam kilka godzin i słuchałem jak ta fioletowowłosa kobieta opowiada mi o tym co lubi, co lubi robić, jak JA mam się zachowywać, co mam zrobić żeby wzbudzić w jej chłopaku zazdrość i co zrobimy żeby Liamowi pękła żyłka. Ja jestem lekarzem... pęknięte żyłki to często bardzo poważne przypadki!
- Gówno. - powtórzyłam nie wiem, który raz w tym dniu.
- Ellie wyglądasz na dobra kobietę. - mruknął Pierre podnosząc się i wbijając wzrok w przerażona blondynkę - Pomóż mi przekonać Daisy żeby nam pomogła.
  Co za nieuczciwy cham!
- To nie fair! - oburzyłam się. 
- Ellie. - Lavelle znów spojrzał na nią tymi swoimi ślicznymi brązowymi oczami od których kobietą miękły nogi. A niech cię Pierre! Teraz Ellie wbiła we mnie swoje sarnie oczy. Czy ta kobieta naprawdę nie umie odmówić ludziom proszącym o pomoc?!
- Nie. - powiedziałam stanowczo próbując na nią nie patrzeć.
- Proszę. - błagał Pierre.
- On poprosił... - pisnęła Ellie świdrując mnie wzrokiem.
- Ja... - nie zdążyłam dokończyć bo do McDonalda wpadł właśnie zdyszany i zdenerwowany Zayn.    Wszyscy skierowaliśmy cała naszą uwagę na niego.Co on tutaj robi o 2 w nocy?
  Mulat podszedł do lady i stał tam dość długo, po czym z furą jedzenia podszedł do naszego stolika, rzucił na niego tackę, a sam rozwalił się na jednym z foteli i zaczął bezmyslnie mielić BicMac'a.
- Zayn? - spytałam niepewnie.
- Hmm? - mruknął dalej pogrążony we własnych rozmyśleniach.
- Co ty tutaj robisz?
- Wylewam smutki w śmieciowym żarciu?
- A dlaczego? - zadałam kolejne pytanie. Czułam sie jak stąpająca po polu minowym żyrafa od kiedy Zayn pokazał mi jak głośno umie krzyczeć przed wyjazdem po Emmę.
- A dlaczego nie?
- Zayn...
- Dobra. - powiedział nagle odkładając bułę na tackę - Chcesz wiedzieć? - zapytał patrząc na mnie, a ja niepewnie kiwnęłam głową i znów żeby się trochę odstresować napiłam się herbaty - Oświadczyłem sie Emmie, a ona powiedziała nie. - wysyczał i znów opadł na krzesło.
Wyplułam zawartość moich ust na spodnie Pierre'.
- TO SA CHYBA JAKIEŚ ŻARTY! - wydarłam się histerycznie.




*****



Przepraszam. Nawet nie wiecie jak bardzo. Nie zasługuje na was. I wiem, że miałam zrobic LA, ale jakos tak no wiecie są wakacje chciałam to szybko dodać, a teraz nie mam za bardzo czasu. Przepraszam jeszcze raz, że tak długo i jeszcze nic konkretnego, ale kompletnie nie mam weny. Mam nadzieje, że choc trochę wam się podoba. Całuję misie ♥ (możecie mnie znaleźć na asku i twitterze jesli ktos ma jakieś pytania)




Proszę o komy!









sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 37 (cz.1)

(moja perspektywa)
- Czego. Nie. Zrozumiałeś. W. Słowach. ,,W GRANICACH PRZYZWOITOŚCI"?!
- Daisy, ale ja ci to wytłumaczę!
- Mam wiesz gdzie twoje nic nie warte tłumaczenie! Zabije cię...
- Ale ja nie chciałem!
Serio? Zaśmiałam się kpiąco.
- Czyli te modelki w samych stanikach i shortach zmusiły cię żebyś pozwolił im wysmarować swoją gołą klatę śmietaną, a potem w okrutny sposób skrępowały cię i wylizały? - zakpiłam. Nie będziesz mi tu wciskał kitów ty kupo.
- No niezupełnie, ale nie jest też tak jak myślisz... Poza tym Lotta...
- Skoro Lottcie to nie przeszkadza to się z nią ożeń. - przerwałam mu w pół zdania i się rozłączyłam. Idioci. Wszędzie. Carly jest teraz skrzywdzona, Lou nie wrócił do domu (obawiam się o to, że może być już martwy) i Harry właśnie w tej chwili prawdopodobnie siedzi sam z moją mamą, babcią i dziadkem w salonie. ... ... ... o ja pierdzielę Harry właśnie siedzi z moją mamą i jej rodzicami sam w salonie!
Zleciałam po schodach niczym torpeda i wpadłam do salonu przy okazji przewracając się i lądując na tyłku.
- Hello everybody! - zaskomlałam z ziemi masując przy okazji swój kuperek. Przejechałam wzrokiem po twarzach moich bliskich. Moja mama śmiała się z mojego upadku, babcia patrzyła na mnie takim wzrokiem jakbym właśnie co najmniej wylądowała na bruku z otwartym złamaniem czaszki, a dziadek... dziadek miał nieokreśloną minę i wpatrywał się zagadkowym wzrokiem w coś za mną. Gdzie do cholery jest Harry?
Nagle poczułam, że dwie duże ręce brutalnie ciągną mnie w górę stawiając mnie do pionu.
- Gdzie byłaś? - wysyczał Hazza do mojego ucha.
- Opipszałam Liama. Przepraszam. - wymruczałam ściskając z otuchą jego rękę. Jak ja mogłam go tu zostawić? Sam na sam z moją cholernie bespośrednią mamą, babcią, która znając życie już go uwielbia i dziadkiem, który pewnie będzie do niego nie za dobrze nastawiony przez następne 3 lata.
O ile ja i Harry będziemy ze sobą za 3 lata.
Nerwowo przęłknęłam ślinę.
To będzie ciekawe.

*****

- Lubisz dzieci? - moja mama zadała Harry'emu już chyba 6746746 pytanie.
- Oczywiście, że lubi dzieci to dobry facet. - to urocze, że moja babcia na każde pytanie odpowiadała za niego, albo go borniła kiedy moja mama uderzała w jakiś zły temat.
- Może nie lubi dzieci, a ty musisz odpowiadać za niego. - mój dziadek wrodzony optymista.
- Może dalibyście mu odpowiedzieć. - to byłam ja.
- Lubię dzieci, nawet bardzo. - wydusił zmieszany Harry. Przedtem chyba chciał do tego podejść na luzie, ale po pytaniu mojej mamy o to czy jest dziewicą (tak powiedziała dziewicą nie prawiczkiem) chyba się trochę podłamał. To pytanie było drugie. Trochę mi go szkoda.
- To dobrze. - moja mama.
- Mówiłam.- moja babcia.
- To chyba dobrze. - mój dziadek.
- Och proszę was. - ja.
- Hmm. - Harry.
Tak z grubasz wyglądała nasza konwersacja od samego początku. Mama zadawała pytanie, babcia odpowiadała, dziadek był ,,optymistą", ja starałam się dać Harry'emu dojść do głosu, Harry odpowiadał, mama wyrażała swoje zdanie na temat odpowiedzi, babcia doszukiwała się w odpowiedzi jakichkolwiek plusów, dziadek mruczał, ja ich beształam, Harry wydawał bliżej nieokreślony dźwięk od czasu do czasu pomruk. Bylibyśmy świetną rodziną.
- No Harry zdałeś test. - powiedziała w końcu moja mama. Odetchnęłam z ulgą. Jej zdanie było dla mnie najważniejsze. Po tym jak tata ją zostawił była moją guru od facetów i to wcale nie dlatego, że dużo ich miała bo wcale ich nie miała, ale dlatego, że nie dała się zrobić w balona żadnemu osobnikowi płci męskiej. Gdyby mi powiedziała, że Harry nie jest dla mnie prawdopodobnie stanowiłoby to duży problem.
- Jeszcze zobaczymy. - mruknął mój dziadek. Ja, babcia, mama i Harry odwróciliśmy głowy w jego stronę.
- Dziadku. - wycedziłam. - Na razie nie masz powodów do tego żeby nie lubić Harry'ego. To, że twoje córki zazwyczaj trafiały na palantów nie znaczy, że Hazza nim jest. - zaczęłam bronić mojego chłopaka. Kocham dziadka, ale po związku mojej mamy z moim tatą, związku cioci z wujkiem (okropnym gburem, który dodatkowo był chamem) i związku mojej cioci z facetem, który zmieniał zdanie częściej niż kobieta w ciąży, dziadek stał się nieufny i źle nastawiony. Cóż porównując Stylesa chociażmy do mojego taty to... jedynymi ich wspólnymi cechami było chyba tylko to, że są bezczelni i uparci.
- Jesteś jeszcze młoda. Twoja mam też była.
- Mama była naiwna. Przepraszam mamo. - moja mama tylko machnęła ręką.
- Może ty też jestes naiwna. - upierał się dziadek.
- A może to ty dziadku jesteś za bardzo uparty. Może czas przestać przekreślać wszystkich chłopaków i chociaż spróbować polubić mojego, hę?
- Nie zmienie mojego zdania tak od razu. - podniósł głos.
- Ale czemu dziadek na mnie krzyczy ja nie każe dziadkowi go kochać tylko przestać traktować go jak winnego jakiejś ciężkiej zbrodni!
Tę jakże ciekawą wymianę zdań przerwała nam Carly, która właśnie weszła do pokoju szurając swoimi kapcio-słonikami. Zastanawiam się jak w ciągu 2 godzin zdążyła się doprowadzić do takiego stanu. Miała na sobie spodnie od piżamy, za duży t-shirt i na to niedbale zarzucony szlafrok. Jej włosy wyglądały jak jeden wielki kołtun. O makijażu może lepiej nie wspomnę.
Jedno wiem na 100%. Biprol potrzebuje faceta. Teraz. Myśląc facet miałam na myśli Liama.
- Carly... - zaczęłam nieśmiało.
- Nie potrzebuję go! Słyszysz?! To koniec z Liamem! Koniec!
Otworzyłam szeroko oczy zaskoczona jej wybuchem. No, no Payne. Nagrabiłeś sobie.
- Carly... - spróbowałam jeszcze raz.
- Mogę sobie sama wybudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna! - mruknęła histerycznie bardziej do siebie niż do mnie. Okey. Mamy problem.
- Faceci to dno. - powiedziała moja mama.
- Właśnie. Istne dno! Jak oni mogę?! Waleni degeneraci! - ożywiła się Carly. - A zaczęło się niewinnie. Bronił tej suki Sue, a potem wszystko się spiepszyło... Daisy. - siadła koło mnie patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem.
- Tak?
- To koniec. On przesadził. - szepnęła. O nie. Nie, nie, nie.
- Carly przecież ty go kochasz. - pisnęłam przerażona. Najpierw Em i Zayn byli blisko końca, ale cudem się pogodzili. Potem Elen i Lou, ale wątpię, aby znowu im wyszło. Cóż może nie powinnam tak myśleć, ale znam El i znam Lou. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że chyba musiałaby być apokalipsa zombie żeby się pogodzili. I musieliby być ostatnimi żywymi ludźmi. Przykre, ale prawdziwe. Ale nie pozwolę zniszczyć Larly. Nigdy w życiu. Ta fioletowo włosa menda ma być szczęśliwa.
Spojrzałam przestraszona na Harry'ego. Wyglądał jakby miał ochotę komuś przyłożyć. I mogłam się założyć, że nazwisko tej osoby zaczynało się na ,,p'' i kończyło na ,,e''.
Trzeba sprowadzić tu Liama. I ja chyba wiem jak to zrobić.
- Mam pomysł. - wyszeptałam do ucha Harry'emu. On tylko spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Skarbie twoje pomysły zawyczaj nie kończą się dobrze. - mruknął.
- Och zamknij się jestem świetna w... - spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami - w pomysłowowści. - dokończyłam triumfalnie, a on się skrzywił.
- Daisy. Muszę się z nim zgodzić. Twoje plany są do dupy. - powiedziała Carl, ostatnie słowo wymówiła półszeptem wiedząc, że moja babcia tego nie lubi.
- Moja plany są świetne... tylko ich koniec nie zawsze jest pomyślny. - podniosłam się z dumą - A teraz przeproszę was na chwilę.

*****

Jeden sygnał. Drug...
- Dzień dobry Pretty Kitty. - zaświergotał wesoło Pierre do telefonu. Chyba się z nim zaprzyjaźniłam. Jakkolwiek niedorzecznie to brzmi.
- Uważaj żebym nie zaczeła do ciebie mówić Silly Kitty.
- Też miło cię słyszeć. - zażartował.
- Mam dla ciebie misje. - nie owijałam w bawełnę.
- Oho. - zagwizdał - Dajesz mała.
- Najpierw powiedz czy możesz się na trochę urwać z uczelni.
- Dla ciebie? Myślę, że da się coś zrobić.
- Nie podrywaj mnie. Dupku.
- Facet jest po prostu miły, a ta od razu... - tutaj aktorsko westchnął. - No dobra. Mów o co chodzi.
- Masz mi sprowadzić do Londynu Liama. Wiesz, którego Liama.
- Mam ci sprowadzić siłą do Anglii dorosłego faceta? - zapytał z niedowierzaniem - Widzę, że nie wątpisz w moje możliwości.
Przewróciłam oczami. Ci aktorzy.
- Liam jest w LA. - mruknęłam.
- A ja w NY. - zamruczał.
- Pierre. - zaskomlałam. - Proszę. - dodałam.
Westchnął.
- Dobra. Daj mi na niego namiary i sprowadzę ci kolesia w ciągu 3-4 dni.
- Dziękuję. Wpadniesz wtedy w gościnę, prawda?
- A Harry nie będzie miał nic przeciwko? - zapytał zaciekawiony.
- Od kiedy interesuje cię zdanie innych?
- Od kiedy dostałem po mordzie. - odpowiedział. - To cześć Pretty Kitty. - dodał i się rozłączył.
I kto tu jest mistrzem? Tak, wciąż ja.

*****

- To urocze. - stwierdził  z jadem Styles przechadzając się po swoim pokoju, w którym aktualnie byłam zamknięta (czy wspomniałam, że przywiązał mnie do krzesła? nie? więc teraz wspominam). Rozumiem męska zazdrość i wściekłość górą, ale kurde on mnie przywiązał do krzesła! - Facet się produkuje. Spotyka z twoją rodziną. Próbuje za wszelką cenę udobruchać twojego dziadka upartego jak stado osłów. Wybacza wszystkie twoje wybryki... - otwierałam już usta żeby mu przerwać, ale wtedy wrzasnął - Zamknij się chociaż ten jeden raz! A ty dajesz misję jakiemuś francuzkiemu patafianowi,  z którym się zaprzyjaźniłaś... Chociaż wiesz, że go nie cierpię. A ja zastanawiam się co dzieje się w tej twojej głowie. Przecież ty w ogóle nie myślisz! Robisz to co ci się żywnie podoba i nigdy mnie nie słuchasz! Nie żebym był geniuszem, ale mimo wszystko myślę, że często mam bardziej dojrzałe reakcje niż ty.
Cóż pewnie łatwo się domyślić, że Harry wściekł się po tym jak dowiedział się, że Pierre do nas wpadnie. Ale to nie moja wina, że jego nienawiść bucha mocą 100 000 słońc.
- I co teraz mam zrobić? - pisnęłam. Hazz gwałtownie do mnie podszedł i złapał za podłokietniki krzesła potem przybliżył swoją twarz do mojej skanując mnie tymi swoimi wścikłymi, zielonymi oczami.
- Nie wiem. - mruknął w końcu odsuwając się trochę jednak po chwili znów się przysunął. - Ale jeśli ten dupek choćby cię tknie zdziele nie tylko Liamowi, jasne? - warknął. Chociaż w sumie w wykonaniu Harry'ego to brzmiało bardziej jak groźba szczeniaczka rasy york. Przełknęłam ślinę.
- Grozisz mi? - zapytałam.
- Można tak powiedzieć.
- Dobra... Przeżyłam twoją zazdrość i bujkę z Lavelle. Ale krępowania mnie i grożenia mi... MAMOOOOOOOOOOOOOOOOOOO! - wydarłam się na cały dom, jestem pewna, że słyszeliby mnie nawet sąsiedzi. Harry wyglądał jakby ktoś właśnie mocno kopnął go w brzuch.
Po chwili do pomieszczenie wleciała moja mama w kocyku i z jej czapką do spania na głowie (jej czapka do spania była kiedyś moją czapką, ale teraz już była jej czapką do spania). Spojrzała na nas z uniesionymi brwiami.
- Ja... - wydukał Harry.
- Chyba czas z wami porozmawiać. - mruknęła moja mama usadawiając się na łóżku Stylesa i zakładając noge na nogę. Poklepała dwa miejsca obok siebie. Harry niczym wytresowany szczurek ruszył usiąść koło mojej rodzicielki. Piepszony lizus. Ja próbowałam się ruszyć, ale... byłam związana.
- Ja zostanę... tutaj. - powiedziałam trzęsąc krzesłem.
- Ja wszystko wiem. - zaczęła.
- Co pani wie? - spytał zmieszany Harry.
- Nie jestem pani jestem Katy. - poprawiła go przy okazji klepiąc go w ramię. - Chodzi o to, że rozumiem, że jesteście młodzi i macie swoje potrzeby. Tylko to - wskazała na mnie - nie jest najlepszy sposób. Nie żebym próbowała, ale oglądałam filmy.
Harry spojrzał na nią przerażony. Mogę się założyć, że jeszcze nie zrozumiał o co jej chodzi.
- Ale jestem gotowa to zaakceptować puki ona nie ma siniaków. - dodała. - Jednak mam wielką nadzieje, że... - urwała.
- Że? - spytał Harry.
- że się zabezpieczacie. Nie chcę być babcią. Nie przyjmij tego źle Harry. Jesteś bardzo przystojnym chłopakiem mielibyścia ładne dzieci, ale nie teraz. - dokończyła.
Czy przedtem mówiłam, że Harry wyglądał jakby ktoś kopnął go w brzuch? Teraz wyglądał sto razy gorzej.
- Ale my nie... - zaczął niepewnie.
- Csiii. - moja mama przystawiła mu palec do ust. - Nic nie szkodzi. Nie musicie mi się tłumaczyć. Idę sobie zrobić herbaty.
Kiedy moja mama wyszła z pokoju Styles dalej siedział skołowany w tym samym miejscu.
- Zrobiłaś to specjalnie. - załkał.
- Tak.
- Teraz twoja mama ma mnie za psycho zboka.
- Ale uważa, że jesteś przystojny. - pocieszałam.
- Nienawidzę cię. - jeknął podnosząc się i wychodząc z pokoju.
- Harry. - szepnęłam, ale odpowiedziała mi cisza. - Nie odwiązałeś mnie dupku.

*****

*3 dni później*
- Ja w twoim wieku pracowałem. - mruknął dziadek do Harry'ego przy śniadaniu. Cóż minęły 3 dni w ciągu których ja i Harry zdążyliśmy się pokłócić jakieś 345 razy co słyszał mój dziadek. Tym samym Harry zdążył podpaść mu jakieś 350 razy. Tak, liczyłam.
- Ale prosze pana ja przecież pracuję. - odpowiedział Styles.
- Jako piosenkarz w boybandzie synu.
- Podobno każda praca jest dobra. - zajęczał Harry. W sumie trochę mu współczuję, też byłabym zmęczona tym ciągłym bronieniem się przed moim nadopiekuńczym dziadkiem.
- Dziadku powinienieś dać mu już spokój. - powiedziałam lekko pocierając Harry'ego po plecach. On tylko posłał mi wdzięczny uśmiech. Jakkolwiek go nie wkurzałam wciąż lubił kiedy byłam urocza w stosunku do niego. ,,Urocza" ugh wpadam w samouwielbienie.
- Dam mu spokój kiedy na to zasłuży. - zagderał dziadek wychodząc z jadalni.
- Twoja mama myśli, że preferuję sadomaso, twój dziadek mnie nienawidzi, a twoja babcia mnie kocha. Czy mogło być lepiej?
- Jeszcze nie poznałeś mojego taty i jego rodziców.
Harry spojrzał na mnie przerażony.
- Wiesz masz szczęście, że cię lubię. - mruknęłam - Bo prawdopodobnie gdybyś tylko spróbował mnie źle traktować ojciec mojego taty czyli mój dziadek przetrąciłby ci nos, a potem połamał wszystkie kości, a potem jeszcze...
- Nie kończ. Kim był twój dziadek?
- Cóż... Najpierw był kowalem, potem poszedł na studia i po studiach budował statki, ale sęk jest w tym, że w ramach rekreacji uprawiał boks i takie tam. - odpowiedziałam - Harry?
- Mhm? - mruknął.
- Uważam, że powinieneś zadzwonić do Lou. Nie ma go już 3 dni.
- A czemu sama nie zadzwonisz?
- Bo potencjalnie wciąż powinnam być na niego zła. Wiesz babska solidarność. - powiedziałam tak jakby to była najbardziej banalna rzecz na świecie.
- Ale rozmawiałaś z nim potem!
- Ale wtedy chciałam żeby poszedł odsyzkać Elen, a nie spytać czy wszystko z nim okey! Ej Harry, a co jak on nie żyje?
- Dobra już do niego dzwonię. - powiedział wyciągając telefon i wykręcając odpowiedni numer. Musieliśmy chwilę poczekać na jakiś odzew.
- Cześć Louis.
- ...
- Dzwonię bo Daisy się o ciebie martwi chociaż w życiu nie przyzna tego na głos.
- ...
- Dobra powiem jej, że też ją lubisz.
- ...
- Gadaj gdzie jesteś ośle po to dzownię.
- ...
- Gdzie?!
- ...
- Jak to jesteś w Vegas?!
- ...
- Jakie komplikacje?!
- ...
- Elen co?! Jaki hipis?
- ...
- Ślub?!
Spojrzałam na Harry'ego przerażona.
- ...
- Ale jak?!
- ...
- I ty to nazywasz ,,małymi komplikacjami"?!
- ...
- Jesteś debilem!
- ...
- A kto to do cholery jest Ellie?!
- ...
- Masz tu wrócić!
- ...
- Nie obchodzi mnie to! Jeśli musisz to wróć z żoną!
- ...
- Masz tu wrócić!
- ...
- Nie. Nie rób nic sam. Masz tu wrócić powiedzieć wszystko Paulowi i poprosić jego żeby załatwił ci rozwód.
- ...
- Tak wiem, że on i Daisy cię zabiją.
- ...
- Nie obchodzi mnie to. Naważyłeś sobie piwa to teraz je wypij. 
- ...
- Wal się. Czekamy na ciebie. - warknął poczym się rozłączył. Styles spojrzał na mnie ze strachem widocznym w oczach. Nie wiem czy bał się mojej reakcji czy tego co zrobił Tomlinson.
- Co zrobił Lou? I kim jest Ellie? Jaki ślub? I co nas ominęło? - strzelałam w niego pytaniami.
- Więc...
- No wyduś to z siebie.
- Elen i on to już definitywny koniec. On czuł się jak gówno więc poszedł do sklepu gdzie spotkał pewną miłą kasjerkę, która miała na imie Ellie i poszli razem na spacer. Potem stwierdzili, że muszą się rozerwać więc Tomlinson wpadł na wspaniały pomysł aby jechać do Vegas. Jego nowa przyjaciółka nie za bardzo za tym była więc ją okłamał i upił, a potem wpakował ją i siebie w nasz prywatny samolot i polecieli do Las Vegas. Kiedy Ellie się obudziła nawrzeszczała na niego, ale nie za bardzo mogła coś zrobić więc poszli pozwiedzać. Zaciągnęli się do jednego z klubów i znów upili do nieprzytomności, a kiedy obudzili się razem w pokoju hotelowym okazało się, że oboje mieli obrączki na palcach, a skumali to bo Ellie była ubrana w białą kieckę przed kolano za małą o dwa rozmiary. Z przerażeniem zaczęli przeszukiwać wszystkie swoje kieszenie i w końcu znaleźli papierek, który mówił, że wzięli ślub w jakiejś porąbanej kapliczce i okazało się, że o cholera rzeczywiście to zrobili. Louis próbował się dogadać z kolesiem stamtąd, ale ten powiedział mu, że teraz musza wziąć rozwód żeby to zupełnie unieważnić, a to już nie takie proste. Brzmi trochę jak Kac Vegas nie?
Trochę za dużo informacji jak na tak małą ilośc czasu. Pierre dziś sporwadzi mi Liama. Carly się załamała. Louis jest żonaty. Elen prawdopodobnie chodzi z hipisem tak jak w moim śnie. Co jeszcze? Meteoryt?
- Córciu widzaiałaś gdzieś może swojego brata? - spytała moja mama wchodząc do pomieszczenia.
O cholera no nie.

*****

- Ciasteczko?
- Wal się Nialler. Nie chcę twoich pysznych ciastek. - zajęczałam w poduszkę. 
Swoją drogą czy on właśnie leży nademną i kruszy mi na łóżko?
- Bedzie dobrze.
- Nie. 
- Nie bądź taką pesymistką misiu.
- Ja...
W całym domu rozszedł się dzwonek do drzwi.
- Twój kochanek przyjechał. - zaśmiał się Niall.




*****



To tylko część pierwsza dodana bo gryzły mnie wyrzuty sumienia i dużo osób chciało już rozdział. Nie mam weny, ale nie mam też serca żeby nie dodawać tak długo. Na LA odpowiem po części drugiej. Przepraszam, że was zawiodłam misiaki. Jestem okropna. Następna część pojawi się wkrótce.


Prosze o komy!